Szukaj na tym blogu

wtorek, 21 czerwca 2011

Bardzo głodna gąsiennica - Eric Carle

To, że mam hopla na punkcie dziecięcych książek, wiadomo nie od dzisiaj. Nie wszyscy jednak wiedzą, że poza bogatą biblioteczką, mam także dłuuugą listę lektur, które - z różnych powodów - mieć bym chciała. Czekają one w kolejce na zakup, zgodnie z zasadą, że nie wszystko naraz. Wśród nich jest kilka pozycji, których autorem jest Eric Carle - znany i ceniony autor błyskotliwie zilustrowanych książeczek dla najmłodszych takich jak "Czy chcesz być moim przyjacielem?" czy "Od stóp do głów". Do zakupu którejś z nich przymierzałam się już od dłuższego czasu, aż wreszcie trafiła w moje ręce "Bardzo głodna gąsienica", która - jak pisze autor na swoim blogu - "wygryzła sobie drogę do serc milionów dzieci na całym świecie" (przetłumaczona na ponad 50 języków i sprzedana w ponad 33 milionach kopii).


Sięgając po książkę odnosi się wrażenie, jakby był to świeży, cieplutki jeszcze projekt. Może dlatego, że w Polsce książki dla dzieci na takim poziomie zaczęły pojawiać się całkiem niedawno. Tymczasem "Bardzo głodna gąsienica" powstała już w 1969 roku!!! Przyznam szczerze, że aż trudno było mi w to uwierzyć. A jednak! Opowiada ona historię malutkiej gąsienicy, która przegryzając się przez kolejne strony i znajdujące się na nich smakołyki, staje się wielka i tłusta, a wszystko to po to, by ostatecznie zamienić się w dużego, pięknego motyla. Taka zwierzęca opowieść o dorastaniu idealna dla malutkich dzieci. Sztywne strony, krótka, zabawnie przedstawiona edukacyjna historyjka, proste, nowoczesne grafiki, nauka dni tygodnia oraz liczenia do pięciu (gąsienica każdego dnia zjada jeden owoc więcej) i dziurki, wygryzione przez robaczka, w które można wkładać paluszek w czasie czytania (nie lada to atrakcja dla Młodszego) lub przez które można przeplatać sznurówkę, ćwicząc zręczność już trochę starszych dzieci. Młodszy polubił - przynosi ją co wieczór do łóżka i prosi o przeczytanie, ku niezadowoleniu taty, który najchętniej czytałby dzieciom wyłącznie klasyczne bajki. Cóż, synek najwyraźniej odziedziczył gust po mamie :)
PS. Przepraszam za brak chronologii w zdjęciach, ale czasami blog nie bardzo chce ze mną współpracować na moich warunkach :(

4 komentarze:

  1. Mamy ją w naszych zbiorach :) Paluch mojego Malucha najbardziej lubi ogórka.

    OdpowiedzUsuń
  2. I my mamy i czytamy o żarłocznej gąsienicy. Świetna lektura: uczy liczenie, nazw owoców, pór dnia. Mój synek jest zachwycony ilustracjami, oczywiście uwielbia wtykać paluszki w otworki, a od niedawna mówi przy tym "o dziuja".
    mama Staśka

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, kiedyś "dopadłam" przypadkowo w ciucholandzie tą właśnie książeczkę...Młodemu nie przeszkadza że jest po angielsku ...a stała się hitem w jego biblioteczce, również jestem zaskoczona że została napisana/stworzona aż tyle lat temu, a ponadto nawet nie wiedziałam że jest takim międzynarodowym hitem:) pozdrawiam wszystkie zaczytane mamusie ;)

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)