Szukaj na tym blogu

wtorek, 14 czerwca 2011

Nowe listy od Feliksa - Annette Langen & Constanza Droop

Ostatnimi czasy nasza dziecięca biblioteczka rozrasta się w błyskawicznym tempie. Tak błyskawicznym, że czasem nie nadążamy z czytaniem. Wszystkie książki czekają jednak na swoją kolej i wcześniej lub później czytamy je w podróży czy też do poduszki. W niedzielę przybyły nam kolejne dwie pozycje - jedna z myślą o Starszym, druga - o Młodszym, bo mając dwójkę dzieci koniecznie pamiętać należy o pojęciu takim jak "sprawiedliwość" :) Ponieważ na bloga chłopcy jeszcze nie zaglądają, tu sprawiedliwa być nie muszę i zamiast dwóch recenzji, napiszę tylko jedną. Drugą obiecuję już wkrótce!

Lubicie dostawać listy? Nie rachunki czy reklamy, ale takie prawdziwe (nie elektroniczne!) listy od bliskich osób. Długie oczekiwanie na nadejście, ciekawość towarzysząca otwieraniu koperty, za każdym razem inny znaczek i zapach. Zapach przyjaciela, ukochanego, czy też odległego miejsca, z którego list nadchodzi. Do tego – przyjemność czytania słów napisanych ręką bliskiej nam osoby. Uwielbiam to! Niestety, coraz rzadziej mam okazję by tego doświadczać. Ja, a co dopiero moje dzieci! Starszy nie umie czytać, ani pisać, ale... mając 3 lata obsługiwał już mojego laptopa, a kiedy ostatnio zapytał moją siostrę, a swoją ciocię o telefon, a ta odpowiedziała, że nie posiada, z miną mądrali odpowiedział „Wszyscy mają telefony. Jeszcze nie widziałem ludzi bez telefonu!” Bałam się, że gdy kiedyś mu wspomnę o czymś takim jak list, spojrzy na mnie niczym na skamieniałego mamuta czy dinozaura. Jak wytłumaczyć dziecku czym jest list i jaką przyjemnością jest jego otrzymanie? Bardzo prosto! Wystarczy sięgnąć po książeczkę „Nowe listy od Feliksa”, którą poleciła mi przemiła Pani w księgarni Efka mieszczącej się na warszawskiej Saskiej Kępie. Słowo "nowe" w tytule sugeruje wyraźnie, że były już jakieś "stare" i, jak się okazuje, owszem, były. Nosiły tytuł "Listy od Feliksa". Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by przeczytać dwójkę, nie znając jedynki. W książeczce znajduje się jedynie niewielkie do niej nawiązanie, które nie przeszkadza w odbiorze całości, która jest... cóż, niezwykła!

„Nowe listy od Feliksa” to interesujące opowiadanie o małej Zosi, która w czasie wycieczki do muzeum zgubiła swojego ukochanego pluszowego zajączka – tytułowego Feliksa. Dziewczynka pogrążona w smutku, cały czas ma nadzieję na odnalezienie przytulanki. Pewnego dnia, gdy trafia do muzeum, by zapytać, czy zajączek się nie odnalazł, znajduje list adresowany właśnie do niej. Razem z Zosią możemy sięgnąć do najprawdziwszej koperty i odnaleźć w niej kartkę z nakreślonym pismem Feliksa! Z listu dowiadujemy się, że pluszak nieznanym sobie sposobem trafił do średniowiecznej Krainy Księżniczek i Rycerzy. Miesiąc później przychodzi kolejna przesyłka – z Dzikiego Wybrzeża, które zamieszkują Wikingowie podróżujący swoimi drakkarami, a po niej kolejne – z Prerii, z Drugiego Końca Świata, z Aten i wreszcie z Epoki Kamienia Łupanego. Razem z zajączkiem podróżujemy w czasie i przestrzeni poznając realia różnych miejsc i epok. Z niecierpliwością czekamy na kolejne listy i zaglądamy do kolejnych kopert, aby wreszcie idąc za wskazówkami, ruszyć na poszukiwanie Feliksa.

Bardzo ciekawa i ciepła – tak określił książeczkę mój mąż, który chcąc nie chcąc słuchał jej z nami. Cóż, wszystko dlatego, że nie mogliśmy się doczekać przygód Feliksa i pochłonęliśmy ją jeszcze w aucie – w drodze powrotnej z Saskiej. Młodszy, choć trzymał w rączce swój nowy literacki nabytek, także słuchał opowiadania bardzo uważnie, a to nie lada wyczyn, bowiem zwykle brakuje mu cierpliwości przy tak długich historiach. Dotrwał do końca i nie wyglądał na znudzonego. Cóż, teraz nie pozostaje nam nic innego, jak poszukać „Listów od Feliksa”, bo... chcemy jeszcze!

PS. Mój mąż pełen jest podziwu, że nawet przy święcie, kiedy wszystkie sklepy są pozamykane, ja potrafię znaleźć otwartą księgarnię :)

2 komentarze:

  1. Minęło już wiele lat od napisania przez Panią recenzji.
    Moj syn urodzil się niedlugo przed jej powstaniem.
    Zamówiłam ksiazke dla niego, dla 5,5 latka.
    Wierze, ze mu sie spodoba, jak Pani synowi.
    Szkoda, ze juz nigdzie w ksiegarniach nie ma tej pierwszej ,,współczesnej".
    Pozdrawiam
    Ina

    OdpowiedzUsuń
  2. Minęło już wiele lat od napisania przez Panią recenzji.
    Moj syn urodzil się niedlugo przed jej powstaniem.
    Zamówiłam ksiazke dla niego, dla 5,5 latka.
    Wierze, ze mu sie spodoba, jak Pani synowi.
    Szkoda, ze juz nigdzie w ksiegarniach nie ma tej pierwszej ,,współczesnej".
    Pozdrawiam
    Ina

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)