Szukaj na tym blogu

wtorek, 12 lipca 2011

Mała książka o miłości - Pernilla Stalfelt

Oburzenie, wstręt, mieszane uczucia - już widzę oczyma wyobraźni reakcję niektórych bardziej konserwatywnych mam na widok "Małej książki o miłości" wydanej przez Czarną Owcę w ramach serii "Bez tabu". Sam jej tytuł brzmi dość niewinnie, ale już nazwa serii sugeruje, że książka nie jest kolejną opowiastką o uczuciach, lecz podejmuje ważne tematy, będące często - szczególnie w naszym kraju - tabu. Jak więc o sprawach trudnych nawet dla dorosłych opowiedzieć dzieciom? Przemilczeć i czekać aż dowiedzą się o wszystkim od kolegów, a może wymyślić na poczekaniu jakąś historyjkę pokroju tej o bocianie czy kapuście, gdy dziecko samo zapyta? My - chcąc zbudować nić porozumienia między rodzicami i dziećmi, chcąc nauczyć maluchy, że mogą przyjść do nas ze wszystkimi tematami i problemami - rozmawiamy szczerze, a książka Pernilli Stalfeld otworzyła nam szerokie pole do tego typu rozmów. 

Wszystko zaczęło się od Młodszego. Czekając na jego narodziny uznaliśmy za stosowne poinformować Starszego (2,5-letniego wówczas) o tym, skąd się biorą dzieci. Była to świetna okazja do pierwszej rozmowy, która dotyczyła przede wszystkim uczuć. Nie wymyślaliśmy żadnych bajek, ale nie ujawnialiśmy też żadnych szczegółów technicznych - dostosowaliśmy przepływ informacji do wieku naszego rozmówcy. Młodszy przyszedł na świat, a Starszy stracił chwilowo zainteresowanie tematem. Nie na długo jednak. Co jakiś czas dopytywał nas o intymne szczegóły budowy swojego ciała, o różnice między chłopcami i dziewczynkami, coraz częściej opowiadał o swojej koleżance Oli. Nie zastanawiałam się więc ani chwili, kiedy w moje ręce trafiła "Mała książka o miłości". Kupiłam, by ułatwić sobie uświadamianie syna.

Początkowo trochę się bałam. Nie poruszanych tematów, ale sposobu - w jaki zostały zaprezentowane. To pojedyncze zdania odnoszące się do znajdujących się obok obrazków. Ciężko się coś takiego czyta. Po pierwszej lekturze wiedziałam już jednak, że książka nie jest stworzona do czytania, jako takiego, ale do rozmowy. Każde zdanie wywoływało lawinę pytań i skojarzeń, było wstępem do dłuższych i krótszych dialogów. Tak naprawdę to od nas zależało jak one przebiegną, autorka bowiem nie narzuca żadnych określonych norm, nie uznaje czegoś za właściwe lub niewłaściwe. Po prostu mówi, że dana rzecz, dane zachowanie istnieje. Rodzice sami mogą zdecydować o tym, jak się do niego odnieść.

No dobrze, ale czego można się spodziewać po książce? Jakie tematy zostały w niej poruszone? Jest o samym uczuciu i o tym jak człowiek może zachowywać się pod jego wpływem. Autorka wspomina o miłości do osób innej lub tej samej płci, rodziców i rodzeństwa, posiadanych zwierząt czy roślin, Boga (niezależnie od tego jakie imię nosi), idola czy nawet - pieniędzy. Mówi o trudnościach z nią związanych. Znajdziemy w niej także fragmenty poświęcone różnicom między kobietami i mężczyznami oraz o rozmnażaniu. Jest o spermie, plemnikach, jajeczkach i dziecku rosnącym w łonie matki. Gorszące? Skądże!  To tylko części naszej anatomii, funkcjonowania naszego organizmu. Moje dziecko z zainteresowaniem ogląda bajkę "Było sobie życie". Uczy się o tym jak funkcjonują nerki, mózg, układ krążenia, czemu więc nie miałoby wiedzieć o tym, że ten sam organizm produkuje plemniki lub jajeczka (w zależności od płci oczywiście)? To tylko wiedza, nie bójmy się więc jej szerzyć jeśli chcemy, by nasze dziecko mądrze patrzyło na świat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)