Szukaj na tym blogu

niedziela, 24 lipca 2011

Nocnik nad nocnikami - Alona Frankel


Pisałam już o tym, jak postanowiłam uświadomić Starszego. Tym razem przyszła pora na edukację Młodszego. Chłopak w tym wieku powinien już znać części swojego ciała. Dobrze by było, gdyby wiedział też do czego służą. Najlepiej zaś - gdyby poza teorią, posiadał także umiejętności praktyczne. Wiedzieć, że siusiak służy do sikania, a sika się do nocnika - to jedno, a robić to - to już zupełnie coś innego. Od czegoś trzeba jednak zacząć.

My, zaczęliśmy od książki Alony Frankel "Nocnik nad nocnikami". W wydaniu przeznaczonym dla małych mężczyzn. Tak, tak, dostępna jest ona bowiem w dwóch różnych wersjach. Jedna skierowana jest do chłopców, druga - do dziewczynek. Nie znamy wersji żeńskiej (z Basią w roli głównej), ale zakładamy, że jest ona równie wciągająca, co jej męski odpowiednik.

Głównym bohaterem posiadanego przez nas "Nocnika nad nocnikami" jest Bolek. Chłopiec zupełnie taki  sam jak Młodszy. Przekonujemy się o tym w jednym z naszych ulubionych fragmentów książki, który pozwala przyjrzeć się bohaterowi z bliska. Oglądamy więc, wskazujemy na zdjęciu, sprawdzamy w rzeczywistości (no, może nie wszystko) i stwierdzamy zgodnie, że - podobnie do Młodszego - ma on głowę, oczy, uszy, ręce, nogi, siusiaka i pupę z dziurką. Ma też nocnik, który właśnie dostał w prezencie od babci. Tylko do czego on służy? Tu znów zaczyna się zabawa - tym razem w zgadywanie, a poprawną odpowiedź staramy się sprawdzić w praktyce. Tyle tylko, że nie jest to takie łatwe. Można usiąść na nocniku, ale... jak go zapełnić. U Bolka - jak w życiu - wymaga to wielu prób i niezwykłej matczynej cierpliwości (książkowa mama jest pod tym względem godna podziwu!), ale ostatecznie - wszystko się udaje.

Wersja dla dziewczynek
Książeczka napisana jest w bardzo fajny sposób. Nie jest krótka, ale potrafi wciągnąć małe dziecko, które nie tylko słucha, ale może także pokazywać i zgadywać, czyli aktywnie uczestniczyć w czytaniu. Dla nas była ona pierwszym krokiem w edukacji nocnikowej. Czy zdziałała cud i po pierwszej lekturze Młodszy zrozumiał wszystko? Nie, tego trudno od niej oczekiwać. Na wszystko musi przyjść czas. My, podobnie jak Bolek, zaczęliśmy więc od zalanej podłogi. Dopiero - a może już - za czwartym podejściem udało się zapełnić nocnik, ale wiadomo - pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. Uzbrajamy się więc w cierpliwość i czekamy na dalsze sukcesy. Długa droga przed nami, bo póki co, Młodszy na nocnik siada nie kiedy chce siku, ale kiedy chce poczytać książeczkę. Przynajmniej siada i nie ucieka, a czasem, przy okazji, nawet coś mu się udaje zrobić, a to już coś!

1 komentarz:

  1. Ja mam taki problem, że mały nawet usiąść nie chce, może to wina nocnika, nieodpowiedni albo coś, bo już nie wiem .

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)