Szukaj na tym blogu

wtorek, 9 sierpnia 2011

Gryzmoł - Dorota Gellner

W kolejce do opisania czeka wiele książek, nie mogę się jednak powstrzymać i wrzucam dziś coś zupełnie spoza listy. Coś, a może kogoś? Tak, kogoś! Ten ktoś pochodzi z bajki (nie takiej zmyślonej, ale z najprawdziwszej - tej przez wielkie B) i ma iście diabelski charakterek, który zawdzięcza swej literackiej mamie - Dorocie Gellner. Trudno uwierzyć, że Dama Orderu Uśmiechu mogła stworzyć tak niesforną postać, przed którą drży nie tylko przestraszona lwem siostra, ale nawet podjadana przez Czupiradło ściana. O rodzicach, babciach i dziadkach, ciotkach i wujkach - nawet nie wspomnę Zadziwiające w tym małym człowieku jest to, że im bardziej jest on nieznośny, tym więcej śmiechu w nas wywołuje. Któż to taki? Poznajcie Gryzmoła!

Gryzmoł gryzmoli. Gdzie? Wszędzie! Jego rzeki z płótna spływają na dywan, a psy - choć psów nie przypominają - potrafią się wdrapać na dach, by straszyć, a może śmieszyć (tego dokładnie nie wiadomo). Na jego widok bledną ściany, pienią się ze złości ciotki, a komisje konkursowe chowają się pod stół z przerażenia. Czasem nie dostanie prezentu, innym razem spadnie z drabiny, pogoni go lew czy włoży nos w mrowisko. Nic go jednak nie powstrzyma przed pokryciem kolejnych powierzchni bazgrołami. "Już zabazgrał każdą ścianę i werandę, i altanę... Wyrysował kredek dwieście, brak już kredek w całym mieście!" Strach się bać i strach się śmiać. Nie śmiać się - niemożliwe. Śmiejemy się więc. Nie, nie śmiejemy. Raczej pękamy ze śmiechu. Wszyscy. No, może... prawie wszyscy. Gryzmoł stał się ulubieńcem mamy, Starszego, Średniego i... nie, Młodszego nie! Jego - ze względów bezpieczeństwa (cóż, jest dopiero na starcie swej przygody z kredkami) - na razie nie dopuszczamy. 
Dla zainteresowanych: Gryzmoła i jego gryzmoły zmalowała Ewa Poklewska - Koziełło. Ciekawi Was, czy autorka ilustracji trenowała swój fach już od dzieciństwa niczym jej bohater? I czy robiła to z równie wielką pasją? Jeżeli tak - polecam lekturę wywiadu, który znajdziecie TUTAJ.

Ach, i jeszcze jedno - kiedy weźmiecie już książkę do ręki lub zerkniecie na poniższy jej fragment, koniecznie dajcie znać, czy Wam też narysowany w pierwszym rozdziale Śmieszek przypomina nieco Pszczółkę Maję? Znamy takich, którzy dopatrują się podobieństwa, pomimo braku skrzydeł, innego koloru skóry i zdecydowanie bardziej rozbieganego wzroku :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)