Szukaj na tym blogu

piątek, 9 września 2011

Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie - Wojciech Feleszko

"Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie" trafiło na listę lektur oczekujących na zrecenzowanie już dawno temu. I czekało, czekało, czekało... Wcale nie dlatego, że nie jest recenzji warte. Wręcz przeciwnie! Z książką trafiliśmy wprost do szpitala (nota bene wszystkie dzieciaki w szpitalu były nią zachwycone!), a po wyjściu mieliśmy takie zaległości w recenzowaniu, że na bloga wrzucaliśmy tylko to, co akurat kończyliśmy czytać. No, ale nadszedł odpowiedni czas...

Starszy po trzech dniach przedszkola przyniósł do domu jakiegoś wirusa. Dziwne, że po ubiegłym roku (kiedy w przedszkolu go więcej nie było, niż był) się jeszcze do tego nie przyzwyczaiłam. Może odwykłam przez wakacje, a może liczyłam, że po wycięciu migdałków nagle cudem przestanie chorować. Nic takiego się jednak nie stało. Starszy znowu przeziębiony, mamy więc doskonały pretekst do ponownej lektury.

Pamiętacie rodzinę Nosków oraz dr Orzeszko, o których pisałam Wam przy okazji drugiej części tomu "Na sygnale" (zaczęłam recenzowanie tak na opak, od końca). Jeżeli nie, nic straconego. Poznacie ich już we wstępie książki. Dowiecie się kto jest kim, co lubi, co robi. To takie małe wprowadzenie przed główną historią. Chwilę po nim przenosimy się już do przedszkola, gdzie niejaki Jaś rozsiewa wokół wirusy, a cała ich armia trafia do Kajtkowego nosa. Tak zaczyna się cała historia, do której poza wspomnianymi już bohaterami wkracza banda Rinowirusa oraz obronny pluton Limfocyta. Szykuje się solidne starcie, dzięki któremu dowiemy się dużo o wirusach i przeciwciałach, poznamy medyczne wyposażenie lekarskie (termometr, słuchawki) oraz dowiemy się, że nie takie krople i syropy straszne.

Akcja książki rozgrywa się w dwóch perspektywach przestrzennych - jedna to nasz świat rzeczywisty, druga - nasz organizm. Dowiadujemy się, co w czasie choroby najczęściej robimy oraz co się dzieje w tym czasie w naszym wnętrzu.

Pełen szacunek za tę książkę należy się autorowi - wszystkie informacje są podane w sposób łatwy do zrozumienia, przejrzysty - i dla maluchów, i dla starszych. W szpitalu z uwagą słuchały książki dzieci w wieku 3-9 lat i pytały co to, bo też chciały ją mieć. Godne uwagi są także ilustracje wykonane  przez Ignacego Czwartosa - jego dr Orzeszko wzbudza sympatię już na pierwszy rzut oka, za to rinowirusy są doprawdy potworne. Lepiej bym sobie ich sama nie wyobraziła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)