Szukaj na tym blogu

środa, 12 października 2011

Fala - Suzy Lee

Naszą recenzję "Fali" mogliście przeczytać już raz za pośrednictwem portalu CzasDzieci.pl (kto z Was jej jeszcze nie widział, zapraszam TUTAJ!). Nie mogę się jednak oprzeć pokusie, by napisać o niej jeszcze raz. Wszystko dlatego, że moje dzieciaki ją po prostu pokochały. Książka działa na nie... hipnotyzująco. Tak, to chyba najlepsze określenie stanu, w jakim się znajdują, gdy chwytają "Falę" w dłoń. Szczególnie Młodszy i Średni. Tylko czekają, aż ktoś otworzy książkę, a później patrzą w nią niczym zaczarowani. Wcale się im nie dziwię, bo sama jestem nią zafascynowana. Takich ilustracji się nie zapomina. Zrobiły wrażenie nawet na mym mężu, którego trudno czymś zaskoczyć. Patrząc na nie powiedział: "Takiej książki jeszcze nie widziałem!"

Suzy Lee stworzyła prawdziwe arcydzieło. Jej grafiki są proste, ale wyraziście przemawiające mimiką, detalami. Do tego niezwykle dynamiczne, wprost wyskakujące z obrazka. Niby nic się na nich nie dzieje, a dzieje się tak wiele. Patrząc na nie, niepotrzebne są słowa. Ilustracje mówią same za siebie. Opowiadają krótką zabawną historyjkę dziewczynki igrającej z morską (a może i oceaniczną, sądząc po wielkości) falą. Obrazkowa lektura zarazem bawi i ostrzega przed niebezpiecznym i nieokiełznanym żywiołem, jakim jest woda.

Młodszy pokochał książkę za ilustracje. Potrafi wpatrywać się w nią godzinami, nawet bez komentarza słownego. W takich chwilach trochę żałuję, że strony nie zostały wykonane z jakiegoś sztywniejszego materiału. Są duże, długie i cienkie, a więc, w przypadku takiego malucha jeszcze nie bardzo panującego nad delikatnością swych ruchów, narażone na łatwe zniszczenie. Książka może być zatem oglądana przez Młodszego, ale wyłącznie pod opieką kogoś dorosłego.

"Falą" zafascynowany jest też Średni. Lubi jednak, gdy książkę się mu opowiada. Siedzi wówczas cichutko jak mysz pod miotłą (a to często się nie zdarza :)), obserwuje uważnie ilustracje i słucha, a gdy docieramy do końca prosi o więcej.

Jeszcze inne podejście do książki ma Starszy. Zmobilizowany przez mamę, sam "czyta" ilustracje. Czasem sobie pod nosem, czasem mamie, a czasem - młodszemu rodzeństwu. Uwielbiam te chwile! On jest z siebie dumny. Cieszy się, że może się wykazać, pokazać co potrafi. Tymczasem bracia patrzą na niego niczym na guru. :) Poza tym, jak już napisałam w swej poprzedniej recenzji, to świetne ćwiczenie dla przedszkolaka - jego wyobraźni, odwagi do wyrażania własnych myśli, mowy - które doskonale przygotowuje go do podjęcia edukacji szkolnej.

Naprawdę piękna i praktyczna! Pod takimi książkami jak ta podpisuję się obiema rękoma, a moje dzieciaki - dodatkowo - sześcioma własnymi. :)

1 komentarz:

  1. Muszę przyznać, że książeczka jest niesamowita wprowadza w magiczny, wakacyjny nastrój. Najfajniejsze w niej jest to, że za każdym razem dzieje się w niej coś innego i chyba na tym polega jej magia. Mój mąż jak ją pierwszy raz otworzył był zdziwiony, cytuje: "Tu nie ma liter, jak ja mam to czytać?", jednak już po pierwszym wieczorze z lekturą był pozytywnie zaskoczony, następnego wieczoru chciał słuchać "Fali" w moim wykonaniu. Jednak najbardziej podoba nam się wersja czytana przez Brunia :)Książka nadzwyczajnie pobudza wyobraźnie.

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)