Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Kolorowe bazgroły na świąteczne stoły


Znalazłam ją w katalogu książek wydanym przez jedną ze znanych sieci handlowych i od razu zaznaczyłam "ptaszkiem" jako tę, którą chcę mieć. Wszystko dlatego, że jej okładka była inna niż wszystkie. Bił z niej świąteczny przepych w nowoczesnym stylu. Później trafiłam na nią na pewnym książkowym blogu. Tych niesamowitych grafik z okładki pełno było wewnątrz. Wtedy byłam już pewna - muszę ją mieć!

Moja siostra była akurat w centrum handlowym. Natychmiast chwyciłam więc za telefon i poprosiłam, by mi tę książkę kupiła. Zadzwoniła, gdy ją znalazła. "Ty wiesz co to za książka? Widziałaś ją? Jesteś pewna?" Trochę zwątpiłam, bo skoro pedagog zadaje takie pytania, to musi być coś na rzeczy, ale te grafiki... nie! nie! nie! nie mogłam zrezygnować! "Kup proszę, najwyżej będę żałować!" - powiedziałam i z niecierpliwością czekałam na jej powrót. 

No dobrze - przyznaję - gdy ją wzięłam do ręki mina mi trochę zrzedła. Nie mogłam odmówić jej uroku. Co to, to nie! Całość prezentowała się jeszcze lepiej niż w katalogu, czy internecie. Prawdziwe mistrzostwo! Sama najchętniej natychmiast chwyciłabym ją w dłoń i rysowała, kolorowała, bazgrała. Uwielbiam takie rzeczy... tyle tylko, że kupiłam ją dla syna - 4,5-letniego! Obrazki do kolorowania często malutkie, wymagające precyzji, a więc raczej dla starszych dzieci, takich już szkolnych. Rysunki do dokończenia piękne, ale Starszy rysuje jeszcze głowonogi - gdzie mu do sów, królików, czy maleńkich dekoracji świątecznych. "Trudno, poczeka nie niego. Najwyżej będzie ją miał za rok czy za dwa." - powiedziałam głośno i wyszłam na chwilę z pokoju, zostawiając książkę na kanapie. 

Starszy wiedział, że ciocia miała kupić mu kolorowankę. Ja załatwiałam sprawy w innym pokoju czy kuchni, a on właśnie w tym czasie ją znalazł. Chyba mu się spodobała, bo natychmiast chwycił ją w dłoń i pobiegł do dziecięcego stolika, gdzie czekały na niego kredki. Wracam do pokoju i co widzę? Kolorowankę oblegają dzieci. Z jednej strony Starszy, z drugiej - Średni, a po środku - Młodszy. Otworzyli sobie na jakiejś stronie i nie pytając o co w tym wszystkim chodzi, chwycili za narzędzia pracy. Maluch zieloną kredką kolorował choinkę (a przy okazji 1000 innych rzeczy), a jego brat i kuzyn dorysowywali na sznurkach lampiony. "Wow! Jak oni na to wpadli!" - pomyślałam. Lampki na oryginale były co prawda małe, dla nich - mocno na wyrost, ale chłopaki zrobili je po swojemu! Wtedy właśnie zrozumiałam na czym polega urok tej książeczki. Nie chodzi o to, by obok dorysować inne super-piękne grafiki (choć i tak oczywiście można). Sztuka polega na tym, by stworzyć własne "bazgroły", a te piękne mogą być dla nas inspiracją i mobilizacją.

Dziś do "Kolorowych bazgrołów..." z chęcią powracamy. Dlatego, że dają niezwykle wiele możliwości. Raz kreślimy coś, co potrafimy. Innym razem uczymy się czegoś nowego. Kolorujemy, dekorujemy, bazgrzemy to, co akurat przyjdzie nam do głowy. Codziennie coś innego. Oczywiście są tu rzeczy, z którymi moje maluchy sobie nie radzą, ale wtedy mam okazję wykazać się sama. Oj, jak ja to lubię! W dodatku książka jest gruba, grubaśna... i jeśli nie uporamy się z nią razem przez zimę (tak, zimę, bo poza świątecznymi motywami jest też wiele takich zwykłych, zimowych, do których z powodzeniem można powracać jeszcze w styczniu czy lutym), to poczeka do przyszłego roku, a wtedy umiejętności Starszego będą już większe!

Niezwykle twórcza i rozwojowa. Przecudna. Ze wszech miar polecam!!! A dla młodszych dzieci proponuję "Moją pierwszą świąteczną kolorowankę" - także Wydawnictwa Olesiejuk.

3 komentarze:

  1. Coś bardzo podobnego do gryzmołów od Czu Czu, które mamy w domku i uwielbiamy ;)
    tylko, że to jest typowo świąteczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No my bazgrołów właśnie nie mamy, ale tą jesteśmy zauroczeni. Starszy nie bardzo chce siadać do kolorowanek, a tą otwiera sam i wymyśla, co by tu dzisiaj namazać.

    OdpowiedzUsuń
  3. No bo tu panuje artystyczny nieład ;) Raj dla dzieci :)))

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)