Szukaj na tym blogu

wtorek, 3 stycznia 2012

Zimowa wyprawa Ollego - Elsa Beskow

W Nowy Rok wkroczyłam jakoś tak leniwie. Bez pośpiechu. Delektując się spotkaniami z rodziną i przyjaciółmi. Czerpiąc maksimum przyjemności z czasu spędzonego z dziećmi - na wspólnej zabawie i lekturze. Przez cały ten czas komputer leżał gdzieś z boku. Zaglądałam do niego tylko od czasu do czasu i zaraz go zamykałam. Najchętniej wydłużyłabym ten świąteczny błogostan jeszcze o kilka dni - do 6 stycznia, kiedy to nasza wielowyznaniowa rodzina po raz kolejny zasiada do wigilijnej wieczerzy. Tyle tylko, że wszyscy wokół nabrali już wiatru w skrzydła i ruszyli ku temu, co niesie 2012 rok. Nie chcąc pozostać z tyłu, ruszam więc i ja... zaczynam jednak bardzo powoli, nieco sentymentalnie, nawiązując trochę do tych byłych już Świąt, zarazem niecierpliwie oczekując prawdziwej zimy i Świąt kolejnych. Oby Wuj Szron przegonił Ciotkę Odwilż, a Król Zimy na dobre zadomowił się w naszym kraju - za tym tęsknię, tego sobie życzę!

"Zimową wyprawę Ollego" znalazł pod choinką Starszy (tu ukłony w stronę Mikołaja!) Oczywiście wylądowała gdzieś z boku, przyćmiona bogactwem gier i zabawek. Nie na długo jednak. Sięgnęliśmy po nią, gdy po prezentowym szaleństwie przyszła pora na wieczorne wytchnienie. Starszy słuchał jej uważnie, bacznie przyglądając się ilustracjom. Jak zaczarowany. Wszystko odbywało się w lekkim napięciu, jakby bał się, że coś się za chwilę wydarzy. Zna już "Królową śniegu" - może spodziewał się podobnego biegu zdarzeń. Na koniec, gdy okazało się, że srogi Król Zimy, wcale taki straszny nie jest, a Ciotka Odwilż wiosną też zmienia swój wizerunek na bardziej pozytywny, odetchnął z ulgą. 

Po skończonej lekturze miałam trochę mieszane uczucia. Osobiście byłam książką całkowicie zafascynowana, nie wiedziałam jednak jak przyjęło ją moje dziecko. Z jednej strony uwaga z jaką mnie słuchało, z drugiej to napięcie. W dodatku nie mieliśmy okazji od razu porozmawiać, bo Starszy zasnął zmęczony nadmiarem wrażeń. Kolejnego wieczoru (choć mama miała w zanadrzu cały arsenał książek) sam sięgnął po przygody Ollego. Słuchał ich uważnie, już bez tego napięcia. Przyglądał się ilustracjom, dopytywał. Wiedziałam już, że książka jest jak najbardziej trafiona. Teraz towarzyszy nam co wieczór, a do każdej rozmowy o tych rzeczywistych urokach zimy, Starszemu wkradają się co i raz baśniowe postacie. Ostatnio, gdy spadł niewielki śnieg i niemal natychmiast się roztapiał, śmiał się, zerkając w okno, że Ciotka Odwilż za szybko zabrała się za zamiatanie.


Książka wydana przez Zakamarki jest ze wszech miar niezwykła. Z sentymentem zerkam na okładkę, która przywodzi mi na myśl biblioteczkę mojego dzieciństwa. Barwy, grafika, czcionka, a dodatkowo wykonany z materiału grzbiet. Ten nieco staroświecki wygląd idealnie współgra z baśniową treścią książki. Nie jest to jednak straszna baśń z gatunku tych andersenowych, ale całkowicie pozytywna opowieść utrzymana w baśniowym klimacie. Oto sześcioletni Olle otrzymuje w prezencie urodzinowym narty, które sprawiają, że z jeszcze większą niecierpliwością niż dotychczas zaczyna oczekiwać zimy, a kiedy ta wreszcie - tuż przed Świętami Bożego Narodzenia - nadchodzi, wyrusza na całodniową wyprawę, by móc w pełni nacieszyć się podarunkiem. Okryty śniegiem las, oszronione drzewa, mróz przyjemnie piekący policzki - chłopiec nie może nacieszyć się pięknem otaczającej go przyrody, głośno więc woła podziękowanie dla Króla Zimy. To wtedy właśnie staje przed nim odziany na biało starzec. Nie, to nie jest Król Zimy, choć i on w książce się pojawia. To Wuj Szron. On oprowadzi chłopca po królewskim zamku, w którym na straży stoją niedźwiedzie polarne i morsy, a malutcy pracowici Lapończycy wykonują (niczym Mikołajowe elfy) zimowe akcesoria (pojawią się  one pod choinkami szwedzkich dzieci), a w wolnym czasie szaleją na śniegu korzystając z uroków zimy. Mroźnemu światu zagraża jedynie Ciotka Odwilż, jednak i ona "nie jest aż taka zła, pod warunkiem, że przychodzi w porę", czyli wówczas, gdy Król Zimy wraz ze swą świtą zbiera się do odjazdu. Wszystko bowiem ma swój czas...

Elsa Beskow łączy ze sobą postacie ze świata fantazji oraz niezwykle realistyczne opisy przyrody, tworząc piękną opowieść, której trudno się oprzeć. Doskonała lektura w oczekiwaniu na pierwsze solidne symptomy zimy, która w tym roku nie wiedzieć czemu omija nas wielkim łukiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)