Szukaj na tym blogu

czwartek, 8 marca 2012

Aoki - Annelore Parot

Książka o lalkach. Nie, to się nie uda! Starszy przynosi z przedszkola coraz bardziej ortodoksyjne poglądy w kwestiach damsko-męskich. W przedszkolu dostał różowy ręczniczek. Nie, on się w niego nie będzie wycierał. Fioletowa koszulka. "Mamo, no co Ty! To dla dziewczyn!!!" Pojawiła się nowa koleżanka. "Jak ma na imię?" - pytam. "Nie wiem, przecież bawiła się z dziewczynami!" Dwa skrajne obozy. Ech, tęskno mi do czasów, gdy jego najlepszym kolegą był...a Ola. Cóż począć? Trzeba przeczekać. Za kilka lat im przejdzie, a wtedy... nie wiem, jak moje matczyne serce to zniesie ;)

Wracając jednak do książki. Znalazłam ją na bibliotecznej półce i z podziwu wyjść nie mogłam, że taka pozycja tkwi tam sobie nieporuszona. "O lalkach!" - pomyślałam, gdy już, już miałam ją zabrać ze sobą. "A co tam!" - postanowiłam - "Stereotypy są od tego, by z nimi walczyć!" No dobrze, jeśli mam być szczera, to sama do końca nie wiem, co o wypożyczeniu książki ostatecznie zadecydowało. O tym, że jest świetna słyszałam już dawno, ale czy to chęć walki ze stereotypami, czy raczej moje nieodparte wewnętrzne pragnienie by ją mieć? Patrząc na nią, odezwała się we mnie po trosze mała dziewczynka, jaką niegdyś byłam i z sentymentem westchnęła: "Ech, w moich czasach takich cudów nie było..."

Starszy przyjął książkę ze względnym spokojem. Spośród pięciu przyniesionych z biblioteki pozycji, po tę sięgnął już trzeciego wieczoru. Trochę zaciekawiony, trochę jeszcze sceptyczny zajrzał do środka. Pierwsza strona informująca o tym, kim jest Aoki spowodowała lekkie zawahanie, ale jednak zwyciężyła ciekawość. Przy drugiej stronie - przepadł! Książka wciągnęła go całkowicie. Każda strona bardziej i bardziej, a finał... finał zaparł mu dech w piersiach! Poważnie!!!

Cóż, jak się okazuje "Aoki" nie jest wcale "dziewczyńską" lekturą, choć jej główną bohaterką jest kokeshi - japońska drewniana laleczka (o ich tradycji możecie poczytać trochę tutaj - KLIK KLIK). Dzięki niej mamy okazję przenieść się do Kraju Kwitnącej Wiśni. Poznać tamtejszą kulturę, zwyczaje, słownictwo. Zapowiedź wiejąca nudą? Nie, nie musicie się obawiać, że książka została napisana encyklopedycznie, czy słownikowo. Co to, to nie! Jak zatem? Po pierwsze, główną rolę odgrywają tu ilustracje. Z jednej strony minimalistyczne, z drugiej pełne przepychu. Nakreślone prostą kreską, taką typowo japońską, choć stworzoną przez francuską ilustratorkę. Znajdziemy na nich typowe dla tej kultury Wschodu elementy - kwitnące wiśnie, popularne już u nas sushi, przepełnione metro, niewielkie mieszkanko, w którym zmieści się wszystko czy  ogród zen z  pływającymi w wodzie karpiami. To i wiele, wiele więcej. 

Uwielbianym przeze mnie ilustracjom towarzyszy w sumie niewielka ilość tekstu. No, ale nie ilość, a jakość powinna nas interesować, bo choć nie jest go dużo, dziecko wynosi z lektury sporo wiedzy. Ta podana jest prostym, czytelnym językiem. Łatwym w odbiorze już dla najmłodszych dzieci (Młodszy też czasem przyłącza się do słuchania). Historyjce o Aoki towarzyszą także zadania logiczne - znajdź, odgadnij, wybierz. Niewątpliwie uatrakcyjnia to odbiór całości. Niby proste, ale Starszy uwielbia do nich wracać i wcale mu się nie nudzą, choć do książki sięgamy już od jakiegoś czasu co wieczór. Przepada także za przeglądaniem strony przedstawiającej japoński sklep, zastanawiając się czym są co niektóre z oferowanych tam towarów. Robi to tak długo, że w tym czasie potrafię przeczytać Młodszemu dwie książki, a gdy kończy - wracamy do przerwanej lektury.  

Wszystko to już brzmi dobrze, prawda? A to jeszcze nie wszystko. Wspomnianym już grafikom towarzyszom otwierane okienka. Coś dla małych ciekawskich. Tu zajrzeć, tam podejrzeć, znaleźć misia, otworzyć pudełko, sprawdzić, co kryje się wewnątrz sklepu i odjechać długaśnym pociągiem. Naprawdę wciągające. No i jeszcze niespodzianka czekająca na wytrwałych czytelników na końcu. Ta, która zaparła dech mojemu synowi. To widok Tokio po zmroku. Tylko pamiętajcie, by czytać książkę, gdy za oknem jest już ciemno!

Kawai - czyli śliczna! Tak, śliczna, ciekawa, wciągająca, pouczająca... mogłabym wymieniać długo. Wystarczającą rekomendacją niech będzie jednak fakt, że mój syn położył ją na półce obok "Recyklingu i odpadków" oraz "Jak to działa?" - pozycji, do których powraca codziennie. I sięga po nią co wieczór! Dziś nawet zaproponował, by postawić ją na półce obok łóżka otwartą na ostatniej stronie. "Będzie mi świeciła przez całą noc!" - stwierdził, a ja nie mogłam się nie uśmiechnąć. Jestem pod wrażeniem. Lektury, ale i jego reakcji na nią. Szkoda, że książkę trzeba będzie niedługo zwrócić. Cóż, jednego jestem pewna - musimy ją mieć!!! Przy kolejnych książkowych zakupach na pewno znajdzie się w naszym koszyku, a póki co w bibliotece zarezerwowaliśmy sobie "Yumi", poprzedniczkę "Aoki". No i z niecierpliwością czekamy na kolejne tłumaczenia! "Kimona" będą mi się śniły od dziś po nocach :)

PS. Zdjęć jest wyjątkowo dużo, ale nie mogłam się zdecydować, co najbardziej chciałabym Wam pokazać. Najchętniej obfotografowałabym ją całą, detal po detalu :)


1 komentarz:

  1. Zaciekawiona Pani recenzją kupiłam i u mnie efekt jest taki sam, syn przepada w sklepiku, bawi się w sprzedawcę,albo kupuje a potem i dzie na piknik i zajada... rewelacja, kolejna część nie jest już tak wciagająca.. polecam i dziękuje za inspiracje..

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)