Szukaj na tym blogu

czwartek, 19 kwietnia 2012

Mama - Przemysław Wechterowicz

Starszy i Średni wraz z kolegami z przedszkola przygotowują się właśnie do przedstawienia, które wystawiać będą z okazji Dnia Matki. Tak się złożyło, że w tym właśnie czasie do nas (do mnie i Młodszego) trafiła książeczka Przemysława Wechterowicza zatytułowana "Mama".

Pierwszy raz czytaliśmy ją przy okazji odwiedzin cioci Moni. Ciocia zajęła się Starszym, czytając mu przed snem "Tajemnicę miłości" (przerabianą przez syna już po raz któryś), a my podśpiewywaliśmy sobie teksty Muchomorowych książeczek. Kto zna "Tajemnicę..." Widmarka ten wie, że czasu na śpiewanie mieliśmy baaardzo dużo i w końcu nas ono znudziło. Wtedy przypomniałam sobie, że z biblioteki przydźwigałam właśnie nowe książki, w tym jedną dla Młodszego właśnie.

Sięgając po nią, trochę się bałam. Nie samej książki, bo ta od początku się mi spodobała. Bałam się reakcji Młodszego, któremu powróciła fascynacja książeczkami dla maluchów (ot, choćby tymi Muchomorowymi). Zamknął się w ich kręgu i nie bardzo chciał dopuszczać jakiekolwiek nowości. Do czasu "Mamy" właśnie. Widząc książkę z małą dziewczynką wołającą "Mama" na okładce, zalśniły mu oczy. Natychmiast wyciągnął po nią dłonie i... kazał sobie czytać kilka razy. Tak długo, aż ciocia ze Starszym dobrnęli do końca "Tajemnicy miłości", a to dobrnięcie wcale nie było łatwe, bo uzależniony od książek Starszy widząc nową lekturę w mych rękach nagle zaczął nadstawiać ucha :)

"Mama" to książeczka z prostym, lekkim tekstem dla najmłodszych dzieci. Na dwie strony przypada jedno zdanie poświęcone różnego rodzaju mamom - ptasim, wielorybim, kocim, krokodylim czy ludzkim - oraz cało-dwustronnicowa ;) grafika autorstwa Diany Karpowicz. Nie jest tu jednak tak, że piękne ilustracje rekompensować mają niezbyt dobrej jakości treść, jak to czasem w książkach bywa. Nic z tych rzeczy. Tekst, choć prosty, jest mądry i ciepły. Uczy, bawi, wzrusza. Cóż, może dlatego, że sama jestem mamą, tak bardzo mi się spodobał. Zwłaszcza fragment o mamach, które powinny codziennie dostawać kwiaty. Przeczytany pewnego dnia na głos sprawił, że w domu - za sprawą taty, który przekazuje je wpierw na ręce syna - coraz częściej zaczęły pojawiać się świeże tulipany (moje ulubione!). Pozostaje mi tylko napisać - dziękuję Panie Przemku!

1 komentarz:

  1. mamy ta pozycję. Moja córcia Lena dostała ją od swej babusi gdy byłam w ciąży z młodsza niunią. Ten obrazek z dzidzią w brzuszku był ulubionym z książeczki. Zawsze jak szłam do pani doktor wyciągała książkę i pokazywała jak będzie badany dzidziuś. Mimo że Kika ma już teraz 4mc, to Lena nadal chętnie do tej książki wraca.

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)