Szukaj na tym blogu

wtorek, 17 kwietnia 2012

Tajemnica miłości - Martin Widmark

Starszy pochłania książki jak szalony. Nie przeszkadza mu ilość tekstu, gdy ciekaw jest zakończenia. Przerabialiśmy już dłuższe lektury, ale z reguły były one na tyle krótkie, że można je było przeczytać w trakcie jednego wieczoru lub stanowiły zbiory opowiadań, które bez problemu podzielić można było na kilka dni. Tym razem postawiłam przed nim większe wyzwanie - długaśną (jak na niego) książkę, którą czyta się ciągłością. Książkę, którą pomimo tej ciągłości wątku, podzielić musiał na 3 dni lektury, a przy tej bardzo ważnym było uważne czytanie i dobra pamięć.

Wydawnictwo Zakamarki na swej stronie podaje, że "Tajemnica miłości" przeznaczona jest dla dzieci w wieku 6+. Starszemu daleko jeszcze do sześciu, ale z wyzwaniem poradził sobie znakomicie. No, nie mówię, że tak od razu sam, ale muszę Wam szczerze napisać, że było lepiej niż się spodziewałam. Oczywiście przed każdym nowym podejściem do lektury mieliśmy chwilę pogadanki, w czasie której Starszy przypominał mi, co zdarzyło się dotychczas, a gdy o czymś istotnym zapominał - ja to uzupełniałam. Tym sposobem mimo przerw zgrabnie dobrnęliśmy do końca, a Starszy był tak zachwycony, że kolejnego wieczoru poprosił, abyśmy zaczęli od nowa. Przeczytaliśmy więc książkę 3 razy, a czytalibyśmy i więcej, gdyby nie to, że z biblioteki przyniosłam kolejny tom - "Tajemnicę diamentów".

Lekturę książek detektywistycznych Widmarka zaczęliśmy - jak to mamy już w zwyczaju - od końca. Dlaczego? Po pierwsze, "Tajemnica miłości" - jak sugerować mógłby tytuł - nie powinna być nazbyt straszna dla 4,5-latka, a nie chciałam Starszego czymś niepotrzebnie wystraszyć, czy zrazić (cóż, nie znałam jeszcze książki osobiście, więc do końca nie wiedziałam, czego można się po niej spodziewać). Po drugie, to jedna z tych "Tajemnic...", które wydane zostały w kolorze, znaczy z dodatkiem innego koloru niż czarny lub biały, a my dotychczas przyzwyczajeni byliśmy jednak do pozycji wielobarwnych, nie chciałam więc tak od razu wrzucić syna ze wszystkim co tylko możliwe na głęboką wodę. Tak więc zaczęliśmy od końca, choć w lekturze w żaden sposób nam to nie przeszkodziło, bowiem poszczególne tomy czytać można w dowolnej kolejności.

O czym jest książka? O dwójce przyjaciół, którzy razem prowadzą biuro detektywistyczne. Maja i Lasse pomagają rozwiązywać lokalne zagadki. Tym razem sprawa jest szczególnie ważna. Ktoś ukradł pieniądze przeznaczone na pomoc biednym dzieciom. Pieniądze, które zbierali mieszkańcy całego miasteczka Valleby rzucając datki lub... całując się i ściskając. Tak, bowiem lokalny prominent Muhammed Karat zgodził się zapłacić za każdego buziaka i każdy uścisk 5 koron (miał w tym, rzecz jasna, swój własny cel, ale o tym ciii...). Cóż jednak począć, gdy cała kwota znika? Lasse z Mają stają przed nie lada wyzwaniem, z którym - jak zwykle - świetnie sobie poradzą.

Super książka! Sama od najmłodszych lat uwielbiałam takie detektywistyczne wyzwania. Mój mąż twierdzi, że on również. Dziecię więc zwyczajnie poszło w nasze ślady. Tylko patrzeć, jak dołączy do nas Młodszy. 

1 komentarz:

  1. Witaj :)

    Może miałabyś ochotę wziąć udział w konkursie organizowanym na naszym blogu :) ?
    Jeśli tak to zapraszam:

    http://ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com/2012/04/ksiazeczkowy-konkurs-z-nagrodami.html

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)