Szukaj na tym blogu

czwartek, 24 maja 2012

Dora poznaje świat

Moje dzieci przeżywają fazę zafascynowania Dorą. To główna bohaterka telewizyjnej bajki "Dora poznaje świat". Każdego ranka, przed wyjściem Starszego do przedszkola, chłopcy włączają telewizor i śledzą jej przygody. Co prawda jestem zwolenniczką czasu spędzanego w inny sposób, ale pozwalam im - korzystając z ostatnich minut snu. Tak, wiem... brzmi to strasznie, ale każdy miewa jakieś swoje słabości. Moją jest sen właśnie... no, ale mogę drzemać spokojnie, bo wiem, że "Dora..." akurat jest mądrą bajką. 


Znana i kochana przez dzieci bohaterka animowanego serialu, nawiązując interakcje z widzem, mobilizuje do działania. Wraz z nią dzieci uczą się angielskich słówek i zwrotów, liczą, poznają kolory, szukają, a to jeszcze nie wszystko... ale co tu pisać, to trzeba samemu zobaczyć! Chłopcy siedzą, siedzą, siedzą, aż nagle... wyrywają się by coś zrobić, albo jeszcze lepiej - gadają z telewizorem!!!

Ta ekranowa miłość musiała mieć - wcześniej czy później - odbicie w świecie książek. Zwłaszcza, że jestem otwartą osobą i co jakiś czas pozwalam chłopcom zrobić sobie własne zakupy książkowe. W trakcie takich jednych, Młodszy wybrał właśnie lektury z Dorą. Dla siebie - książeczkę w sztywnej okładce z grubymi stronami (taką dla młodszych dzieci) zatytułowaną "Jaki to kolor?", a dla brata - zeszyty z zadaniami "Słońce świeci, deszczyk pada..." oraz "Dora idzie do szkoły". Oj, dobry to był wybór, o czym przekonałam się kilkanaście minut po zakupie. Odebraliśmy pozostałych chłopców z przedszkola i razem z mą siostrą (mamą Średniego) podjechałyśmy jeszcze na jedne zakupy. Ona wysiadła. Ja tymczasem zostałam z naszą trójką w aucie, a gdy dopadła ich nuda... wyciągnęłam książeczki edukacyjne i długopis. Co prawda większość zadań przygotowana jest na poziomie Starszego, ale zawsze udało nam się coś znaleźć dla reszty ekipy - od czego są np. dołączone do książeczek naklejki? Chłopcy byli zachwyceni. Nie tylko oni. Przeszłam już przez wiele innych pozycji tego rodzaju i muszę przyznać, że te były dobrze dopasowane do wieku (prawie 5 lat) i możliwości Starszego. Trochę kolorowanek, trochę rysowania po śladzie, zadania logiczne, kształty, kolory, labirynty, nauka cyferek i liter (także zapisu), proste zadania matematyczne. Wszystko w formie dobrej zabawy, a nie konsekwentnego i nudnego powtarzania, jak to czasem bywa. My - znaczy ja i Starszy - lubimy to! A Młodszy lubi swoją kolorową Dorę. Chodzi z nią i nieustannie prosi, by mu ją czytać. Niby mało treści, a ta - dość prosta, ale też dobrze dopasowana do jego etapu rozwoju. Czytana wówczas, gdy właśnie uczy się kolorów. Nie tylko po polsku, ale i po angielsku. No, a przecież w tym wieku nie ma to jak nauka przez to, co nas bawi!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)