Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 14 maja 2012

III Warszawskie Targi Książki - naszym okiem

Czwartek. Żar lejący się z nieba i padnięta klimatyzacja. Podejmujemy się jednak trudnego zadania i w 5-cioosobowym składzie (2 dorosłych i 3 dzieci) ruszamy na III Warszawskie Targi Książki. Po co? Chcemy pokazać dzieciom jak wielki i wspaniały jest świat książek. Mają wprawę - w swoim życiu wiele już widziały i słyszały, ale chyba jeszcze nigdy w aż tak wielkiej skali. Trzy olbrzymie sektory - to dopiero wyzwanie!

Przekraczając próg Pałacu Kultury i Nauki chłopcy już nie mogą się doczekać tego, co czeka ich dalej. Powracają dobre wspomnienia z ostatniej wizyty - Wystawy Aut Filmowych w pobliskim Muzeum Techniki. Mama z ciocią pytają o mapę, a oni już niecierpliwie przebierają nogami. Najchętniej pobiegliby sami, nieskrępowani ilością obecnych tu ludzi. 

Wreszcie ruszamy. Parę kroków i... przerwa. Maluchy przystają już przy pierwszym stoisku, zaczepieni przez Panią, która reprezentuje portal LubimyCzytac.pl. Krótka rozmowa, szerokie uśmiechy i znaczki w prezencie, bo przecież LUBIMY CZYTAĆ! Do tego wspólne zdjęcie i ruszamy dalej. 

Bilety do kontroli, przekraczamy próg, a w oczach dzieci dopiero zapalają się iskierki. Olbrzymia ilość stoisk, setki ludzi, a w tym całym tłumie - nasza mała trójka. Skrępowani? Nic z tych rzeczy! Każdego z nich przyciąga coś innego. Jeden chciałby tu, drugi tam... na szczęście przy pierwszym wybranym przez dorosłych stoisku, stają grzecznie. Trochę jak zahipnotyzowani. "Mamo, zobacz! Średni to ma!!!" "Jakie fajne! Takiej nie mam!" "To, ce to!!!" - słychać na zmianę. Później jest lepiej: "To mamy! O, i to mamy! I jeszcze to!" Cóż, rzeczywiście duuużo już mamy. 

Olesiejuk, Akapit Press, Egmont. Tu przystają. Mamy podpytują o serię Animal Planet - nota bene świetną - a dzieciaki wzroku oderwać nie mogą od bajkowych postaci. "Mamo Zigziak In" - wołał po swojemu najmłodszy. Starsi dopatrzyli się też wielu innych telewizyjnych bohaterów. Z lekkim niesmakiem opuścili stoisko, by udać się dalej. 

Wystawa prac ilustratorskich nie za bardzo ich zafascynowała. Wyjątkiem był Średni, który czasem zawiesił na czymś oko. Patrząc na ich reakcję od razu przypomniał mi się wierszyk D. Wawiłow "Na wystawie" (kto nie zna, lekturę gorąco polecam!) 

Później były schody. Żaden nie przepuścił okazji ku temu, by się na nie wspiąć. Cóż, dzieci miewają własne atrakcje. Ściągnięci na ziemię, ruszyli dalej. Przechodząc przez kolejną salę, Starszego zafascynowały recyklingowe kreacje. Szedł z otwartą buzią pytając: "A ta z czego jest zrobiona?" 

Wreszcie dotarliśmy do kolejnych stoisk. Znalazłam jedno z tych, które miałam w planach odwiedzić. Już od jakiegoś czasu - w sumie od samego początku - śledzę bloga 1x365. Tyle tam pięknych obcojęzycznych pozycji książkowych dla dzieci. Pomyślałam, że może i my byśmy mogli po takowe sięgnąć, a że od czegoś trzeba zacząć - my zaczęliśmy od American Bookstore. Chłopcy długo nie mogli się zdecydować, którą książkę wybrać. Ostatecznie wyboru dokonała mama, bo oni pobiegli za ciocią do stoiska z grami. Oczywiście nie opuścili go z pustymi rękoma. W końcu zmęczeni zakupami, przystanęli na soczek i ciacho. 

To nie był dobry sektor z mojego punktu widzenia. Innego zdania były dzieciaki. Za grami, kolejne gry. Sporo czasu (choć zdaniem Młodszego zasadniczo za mało) spędziliśmy przy kulodromie Haba. Już, już... mieliby kolejną grę, gdyby nie fakt, że wybranej przez mamę akurat nie było. Ruszyłam dalej, lecz to nie spodobało się Młodszemu. Rozpoczął swój protest-song. Bunt trzylatka - bezcenna sprawa. "I już po targach!" - pomyślałam. Na moje szczęście starsi bracia dotarli właśnie na kolejne stoisko z grami - tym razem była to Granna. Oni zajęli się układaniem klocków, a ja - zakupami. Cóż począć, gdy od planszówek i różnego rodzaju gier logicznych jesteśmy uzależnieni nie mniej niż od książek. Kątem oka miałam okazję zerknąć tylko na stoiska wydawnictwa Tako i Albus. Zakupy musiałam zostawić na kolejny dzień, a tak marzyły mi się własne "Trzy świnki" :(

Pożegnanie ze stoiskiem Granny przebiegło dość sprawnie. Ku mojemu zaskoczeniu, Młodszy już nie protestował. Po drodze spotkałyśmy dziewczyny z balonikami zaprzyjaźnionego z nami portalu CzasDzieci.pl. Chłopcy oczywiście uśmiechali się tak słodko, że baloniki ich nie ominęły, a ja - dzięki temu przystankowi - dowiedziałam się, gdzie szukać ich wystawienia. To miał być nasz kolejny punkt przystankowy, po drodze jednak - na stoisku Gazety - kupiliśmy jeszcze "Królewnę Śnieżkę i 7 krasnoludków". Cóż, ostatnio okazało się, że poza "Trzema świnkami" i "Księżniczką na ziarnku grochu" moje młodsze dziecię nie zna żadnych klasyków. Przeraziło mnie to. Korzystając z okazji postanowiłam więc sprawę naprawić. I dobrze, bo to był w zasadzie koniec naszych zakupów. Później bowiem dużo czasu spędziliśmy na stoisku CzasDzieci.pl (pozdrawiamy całą ekipę!), gdzie chłopcy zasiedli do prac plastycznych. Te koordynowała ciocia, bo ja pobiegłam do auta po nasze książki. Zebrało się ich kilkanaście, choć chłopcy rozstawali się z nimi niechętnie. Starszy ma swoje - dla starszych przedszkolaków, Młodszy przejął po nim obecnie te dla młodszych przedszkolaków, ale cały czas chętnie wraca do pozycji niemowlęcych. Tak, czy inaczej udało się trochę uskładać, czego dowód zdjęciowy prezentujemy obok - plakietki "Dzielę się książkami!", za które serdecznie dziękujemy organizatorowi akcji - portalowi Qlturka.pl!

Prace plastyczne dobiegły końca. Dzieciaki były pozytywnie zmęczone i nie miały już ochoty na zwiedzanie, a ja chciałam jeszcze choćby zerknąć na drugą stronę. Cóż, słowo "zerknąć" było właściwie dobranym. Ciocia porwała starszych, a Młodszy ruszył ze mną, ale już nie chodził na własnych nogach. Ech, żałowałam, że nie wzięłam wózka. Na dłużej zatrzymaliśmy się tylko przy Zakamarkach. Wszystko dlatego, że obiecałam Starszemu książeczkę z zadankami Lassego i Mai, a sama miałam olbrzymią chrapkę na "Dziwne zwierzęta" (jesteśmy w trakcie czytania i muszę przyznać, że są wyborne!!!) i nową Mamę Mu. Młodszy widząc stoisko, zaraz zaczął pokazywać palcem książeczki i wołać "Mama, Binta!", "Mama i tam Binta!" (seria książeczek o rodzince Binty nie traci u nas na popularności). Później, dzięki uprzejmości Zakamarków (pozdrawiamy!), zajął się kolorowaniem, a ja miałam czas na zakupy. Szybkie, bo spieszyliśmy się wieczorne zajęcia Starszego. W tajemnicy zdradzę Wam, że skoro już tu byłam, przygotowałam też dla Was pewną niespodziankę, ale o niej później. 

Z Zakamarków ruszyliśmy wprost do wyjścia. Żałowałam, że muszę uciekać, ale liczyłam, że jeszcze tu wrócę. W drodze powrotnej utknęliśmy w korku. Mama,w trakcie prowadzenia, musiała zrzucić z nóg buty. Dzieciaki, zmęczone, drzemały. Na szczęście - mimo drogowych przeszkód - zdążyliśmy na zajęcia, tylko mama... z awarią kolana :(

"Trzy świnki", nowości Formatu i wiele, wiele innych, które pragnęłam zobaczyć i kupić. Niestety, życie zweryfikowało me plany. Nie udało mi się na targi zawitać ponownie. Teraz czeka nas dużo wspólnej lektury, ale gdy ta dobiegnie końca - będziemy mieli czego szukać w księgarniach.

Fot. CzasDzieci.pl

1 komentarz:

  1. Ja też byłam na targach w czwartek, bez dzieci, ale i tak musiałam się spieszyć, bo wyrwałam się z pracy ;-)

    Pozdrawiam
    Bruy-ere

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)