Szukaj na tym blogu

piątek, 29 czerwca 2012

Jak narysować smoka wawelskiego? - Pietruszka i Murzyn


Dziś, w ramach kontynuacji tematu o smokach, chciałabym Wam przedstawić w sumie niewielką, ale za to bardzo fajną  książeczkę zatytułowaną "Jak narysować smoka wawelskiego?"

To jedna z wielu pozycji instruktażowych wydanych przez wydawnictwo Czuły Barbarzyńca (wydawnictwo, ale i klubo-księgarnię zarazem, którą znajdziecie o TUTAJ). W ramach serii "Jak narysować..." ukazały się już książeczki o dinozaurze, kocie, psie, księżniczce, św. Mikołaju, wozie strażackim, syrence warszawskiej, samolocie, Fryderyku Chopinie, szkielecie, Adamie i Ewie. Jest więc w czym wybierać. Do nas musiał trafić smok i to nie byle jaki, ale oczywiście ten wawelski (chyba jednak musimy zaplanować w te wakacje wypad do Krakowa).

Początkowo miałam lekkie wątpliwości. Po pierwsze, mój syn nie za bardzo chce ostatnimi czasy rysować. Zadania, labirynty, ale rysowanie czy choćby kolorowanie - bleee... Po drugie, bałam się, czy nie przesadziłam z poziomem trudności. Ten smok - na pierwszy rzut oka - nie wydaje się łatwy do wykonania. Oczywiście patrząc na to z poziomu niespełna 5-latka. 

Obawy na szczęście okazały się nieuzasadnione. Starszy ledwie zerknął na smoka i... już chciał go bliżej poznać, a gdy dowiedział się, że to instrukcja pokazująca krok po kroku jak go narysować, natychmiast zapragnął tego dokonać. Do rysowania nie przystąpiliśmy jednak od razu, bo nie było ku temu możliwości, ale przystąpiliśmy. Widząc gotowego już smoka nie mogłam sama uwierzyć, że to dzieło mego syna. Mama Średniego zresztą też - kilka razy dopytywała, czy na pewno zrobił to własnoręcznie! Zrobił, choć oczywiście asystowałam przy powstaniu pracy - czytałam i trochę podpowiadałam. Na koniec, gdy smok był już gotowy, Starszy stwierdził:

- Ale groźny! Muszę go pokazać kolegom!

I zabrał go do przedszkola. Oprawionego w ramkę, bo zdecydował, że nie tylko pokaże go kolegom, ale też wręczy go w prezencie (z okazji zakończenia roku przed-szkolnego) swojej Pani. Ech, a mi pozostał żal, że pierwsze takie dzieło Starszego zamiast trafić do mych pamiątkowych zbiorów, wywędrowało z domu. Na szczęście syn odgraża się, że to nie koniec smoczej przygody. Powstać mają kolejne obrazki - dla kolegi, cioci i... mamy też :) Cóż, wygląda na to, że odpowiednio dobrana do zainteresowań dziecka postać w połączeniu z lekką i zabawną historyjką (będącą jednocześnie instrukcją) potrafią zdziałać cuda. Tak, cuda, bo ja już na wiele sposobów próbowałam przekonać syna do rysowania. Pozostaje mi więc podziękować żyrafie Grażynce i ptaszkowi Gwarkowi, którzy prowadzili nas linia po linii oraz smoczysku, które z owych linii powstało. Brrr, takie groźne i... niewdzięczne. Dlaczego niewdzięczne? Sami zobaczcie... na pewno się uśmiejecie!

PS. W książeczce poza instrukcją, są także 4 kolorowanki. Nam posłużyły one jako sposób na zajęcie Młodszego, gdy Starszy tworzył swe dzieło.

2 komentarze:

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)