Szukaj na tym blogu

niedziela, 3 czerwca 2012

Księżycolud - Tomi Ungerer

"Wszędzie dobrze, w domu najlepiej". Zapewne wszyscy znacie to przysłowie. Starszy z Młodszym dopiero dziś je poznali i zgodnie przyznali, że choć w przedszkolu jest super-fajnie, to i tak do domu zawsze z miłą chęcią wracają. Drobiazgiem w tym wszystkim wydaje się fakt, że Młodszy do przedszkola nawet nie chodzi, bo przecież i tak zawsze chętnie tam idzie (odebrać brata) i stamtąd wraca (bo jest już ich dwóch, a często nawet trzech do wspólnej zabawy).

Skąd te refleksje? Pojawiły się po lekturze "Księżycoluda". Uwielbiam takie książki, które podrzucają mi nowe pomysły na edukacyjne rozmowy z moimi maluchami. Zwłaszcza, gdy mogę je przeprowadzić hurtowo - z obydwojgiem. Nie chodzi tu bynajmniej o moje lenistwo. Zawsze, gdy czytam książkę jednemu, mam wyrzuty, że w tym czasie ten drugi pozostawiony jest sam sobie. W dodatku takie "pozostawianie samemu sobie" często kończy się przeszkadzaniem i przerywaniem (i to bynajmniej nie dlatego, by zrobić bratu na złość).

"Księżycoluda" miałam okazję przeczytać obydwu. Niektórych może nieco odstraszać jego ciemna, ponura oprawa i utrzymane w podobnym tonie ilustracje. Niektórych, ale nie moich! Chłopcy słysząc "kosmiczny" tytuł natychmiast nadstawili uszu i słuchali bardzo uważnie do samego końca. Nawet Młodszy. Wszystko to jest zasługą 3 czynników. Pierwszym z nich jest niewielka ilość tekstu umieszczona na każdej stronie. Drugim - ilustracje! Tak, tak, ilustracje! Mogą wydawać się ponure, ale dzieją się na nich rzeczy niezwykłe. W dodatku te niezwykłości idą w parze z prostą, a przez to niezwykle wymowną formą. Dzieciaki nie odrywały od nich wzroku. Doskonały to dowód na to, by nigdy, przenigdy nie oceniać książki po okładce. 

Pozostał jeszcze 3 czynnik. Ostatni, ale nie mniej ważny od wszystkich wcześniejszych. To bardzo pomysłowa i ciekawa treść. Starszemu szczególnie spodobał się fragment o ucieczce z więzienia. Oj tak, ucieczka była wyjątkowo sprytnie wymyślona. Poza nią w książce się jeszcze duuużo dzieje. To może nie powieść, ale na pewno opowiadanie akcji. Aresztowania, ucieczki, pościgi. Dzieje się, dzieje. Niby niewiele tekstu, ale wszystko wymownie skondensowane. Tylko nie myślcie, że brzmi to niczym nędzne streszczenie lektury szkolnej. Tu kondensacja przebiegła naprawdę bardzo pomyślnie. Jakość tekstu nie pozostawia zastrzeżeń. Cóż, w końcu jego autorem jest Tomi Ungerer. Ilustrator i autor ponad 70 tytułów, a przy tym laureat Nobla literatury dziecięcej. Z pochodzenia Francuz. Taka miła to odmiana dla nas - wielkich miłośników literatury skandynawskiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)