Szukaj na tym blogu

niedziela, 29 lipca 2012

Wyliczanki z pustej szklanki - Małgorzata Strzałkowska


Pamiętając naszą rodzinną fascynację wydawnictwem Bajka w czasach, gdy chłopcy byli jeszcze młodsi ("Bajeczki dla maluszka" i mega-zabawny "Gryzmoł"), po długiej przerwie z ciekawością sięgnęłam po kolejne bajkowe tytuły. Po "Smoka w krawacie", na którego mieliśmy chrapkę już dawno, dawno temu, "Wścibskich" - nową pozycję autorki "Gryzmoła" oraz "Wyliczanki z pustej szklanki", bo wiadomo nie od dziś, że dzieciaki takie krótkie rymowane teksty uwielbiają. Przypomnijcie sobie własne dzieciństwo. Mylę się?

Początkowo z dystansem przyglądałam się grafice Kacpra Dudka, która zdobi strony "Wyliczanek..." Z jednej strony ciekawa, z drugiej - jakaś taka kosmiczna. Jakby nie z tej bajki. Dystans uległ zmniejszeniu, gdy spośród trzech książeczek Młodszy - w pierwszej kolejności! - sięgnął właśnie po tę. Co prawda domyślałam się, że może chodzić o to nagromadzenie żółci na okładce (Młodszy stał się ostatnio żółto-maniakiem), niemniej nie przestraszył go ani pies z wyszczerzonymi zębami, ani nawet nurek z ostrym trójzębem (do tego zezowaty). Razem zajrzeliśmy do środka (Starszy wakacjował gdzieś właśnie z dziadkami) i... zrozumiałam. Czytając Młodszemu wyliczanki - tak przez nas skądinąd lubianej Małgorzaty Strzałkowskiej - natychmiast pojęłam, że absurd ilustracji doskonale zgrywa się z absurdem tekstu. Później pomyślałam, że to w sumie powinno być z miejsca dla mnie oczywiste, bo czy zna ktoś jakieś sensowne wyliczanki? Ja nie mogłam sobie takowych przypomnieć. 

Zanurzyliśmy się więc we wspólnej lekturze i okazało się, że te proste rymowane wierszyki to całkiem fajna sprawa. Młodszy słuchał, prosił by mu powtórzyć, a później nawet sam starał się coś wyrecytować. Nie powinno mnie to dziwić. W końcu ostatnio niczym fanatyk klepał wyliczankę Danuty Wawiłow "Dziwny pies", na przemian z tekstem pamiętającym jeszcze czasy wojny:
"Wpadła bomba do piwnicy
Napisała na tablicy
SS głupi pies" *
W "Wyliczankach..." Strzałkowskiej najbardziej spodobał mu się wierszyk... żółty (poniżej - foto 2). Patrząc na jego zamiłowania, nie mogło być inaczej ;)

A Starszy? Tu muszę posłużyć się rodzinną opowiastką. Ponad tygodniowy pobyt pod namiotem musiałam sobie zrekompensować godzinnym pobytem w wannie (jak na wspomniane wcześniej okoliczności - nie wiem, czy ta godzina to nie za mało!) Dzieciaki krążyły po domu. Zwłaszcza Starszy, który doszukiwał się zmian, jakie w nim zaszły od czasu jego wyjazdu (w końcu wyjechał tydzień wcześniej niż my). Tata leżał jeszcze leniwie na kanapie. Do życia poderwał go głos Młodszego - prośba o poczytanie znalezionej właśnie książki. Mąż szybko się zgodził (cóż, czytanie to u nas sprawa rodzinna). Chwilę później miałam okazję podsłuchać pierwszą "Wyliczankę...". Zaraz po niej nastąpiła salwa śmiechu Starszego, który - sądząc po odgłosach dochodzących z domu - do słuchania musiał się przyłączyć. Po pierwszej nastąpiły kolejne. A później mój starszy syn wybrał jeden tekst, który kazał sobie czytać tak długo, że po wieczornej lekturze znał go już na pamięć. Ja też! I nie każcie mi wyjaśniać cóż autorka miała na myśli pisząc:
"a dziad strzela z nosa,
ucho od kosmosa!"
W końcu nie od dziś wiadomo, że w wyliczankach im bardziej bezsensownie, tym bardziej zabawnie, a ów bezsens wcale taki bezsensowny jak się wydaje nie jest. Po pierwsze, dlatego, że wiele zwrotów, których znaczenia my laicy nie jesteśmy w stanie podać, nie zostało wymyślonych od tak sobie, lecz wywodzi się z obcych języków - z łaciny, tatarskiego, węgierskiego, cygańskiego, niemieckiego czy francuskiego. Po drugie, zwroty te zawierają często "problematyczne" głoski, a zatem ich powtarzanie pozwala dzieciom ćwiczyć poprawną wymowę. Ot, wydawać by się mogły te wszystkie wyliczanki takie niepozorne, a tu proszę - kryją w sobie nawet aspekt edukacyjny! Jutro więc zaczynamy wyliczać od nowa.


*) Wersja oryginalna, której postanowiłam mu chwilowo oszczędzić:
"Wpadła bomba do piwnicy,
napisała na tablicy: 
z SS uciekł pies
- nazywa się Rudolf Hess,
odprowadzić su...syna
za nagrodą do Berlina." 

**) 
Wyliczanki z pustej szklanki
Tekst: Małgorzata Strzałkowska
Ilustracje: Kacper Dudek
Oprawa twarda, folia błyszcząca
Format: 298 x 210 mm
Stron: 44
Wiek: 4+

4 komentarze:

  1. Powiem,że ja znam jeszcze inną wersję tej wyliczanki,którą cytujesz na końcu. Ale Twoja wersja normlanie powaliła mnie kolana.Kto w dzisiejszych czasach cos takiego by powiedział?Kiedys były inne czasy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Urok tej wyliczanki podkreślają dodatkowo czasy, w jakich powstała. Wyobraź sobie takową wypisaną na murze 70 lat temu. I miny Niemców na jej widok... :)To niesamowite, że pomimo wojny ludzie nie tracili poczucia humoru!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pamiętam z dzieciństwa już w wersji zmienionej :)
    Wpadła bomba do piwnicy
    napisała na tablicy
    SOS Głupi pies :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też w dzieciństwie znałam tę wersję. Dopiero po latach dotarłam do książki, której tytułu niestety nie pamiętam. Opowiadała o polskim poczuciu humoru, które nie opuszczało naszych rodaków nawet w krwawych okolicznościach.

      Usuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)