Szukaj na tym blogu

wtorek, 9 października 2012

Bazgrajka

Powiem szczerze - gdyby ktoś, pokazując mi tę książeczkę, powiedział, z jakim uznaniem spotka się ona u mnie w domu, w życiu bym nie uwierzyła! Owszem "Bazgrajki" byłam ciekawa już od dawna. Zastanawiałam się - kupić, nie kupić? Za przemawiało oryginalne wydanie i autor, którego byłam ogromnie ciekawa. Przeciw - forma. Jednobarwna kolorowanka z dużymi obrazkami. Byłam przekonana, że moje dzieci już z takich rzeczy wyrosły. No, może jeszcze Młodszy, ale Starszy - z całą pewnością!

Wygrała kolorem. Żółty to ulubiona barwa Młodszego. Żółte spodnie, żółte koszulki, żółte owoce i cukierki. Czy żółta książka mogłaby się nie przyjąć? Zaryzykowałam i wręczyłam ją dziecku, a wtedy... cóż, w domu zapanowało istne szaleństwo! To była miłość od pierwszego wejrzenia! Naprawdę!!! Może dlatego, że takiej książki jeszcze nie mieliśmy.

Tak,"Żółty świat Ryska" jest inny niż wszystko, co dotychczas znaliśmy. Na pierwszy rzut oka prezentuje się niczym książeczka dla najmłodszych. Solidne kartonowe strony, ciekawa grafika, a wewnątrz - jak głosi błyszcząca okładka - tekst Michała Rusinka. Coś tu jednak nie pasuje? Do książki dołączona jest bowiem kredka. Przyczepiona z boku za pomocą rzepu natychmiast wzbudziła zainteresowanie chłopaków. Obydwu! Ciekawi, co znajduje się wewnątrz, stanęli nade mną i czekali. Sama z olbrzymią ciekawością zajrzałam do środka, bo nauczyłam się już, że to co widać w internecie to jedno, a to - co dostajemy w rzeczywistości - to zupełnie inna sprawa. Lakierowany papier zamienił się nagle w matowy. Taki, po którym z łatwością można malować kredką. Na nim prosty, rymowany, wierszem pisany tekst i kolorowa ilustracja. No, może nie do końca kolorowa. Znajdują się bowiem na niej białe miejsca, które wcale białe być nie powinny. Tu zaczyna się zadanie dla malucha. Rodzic czyta, a dziecko chwyta w dłoń kredkę i koloruje. Na żółto. W końcu to "Żółty świat Ryska" - sympatycznego psiaka, który z wyglądu przypomina nieco kredkę. Jego ciepłe, w bardzo prosty sposób opisane przygody wzbudzają uśmiech na dziecięcych ustach. Najmłodszych - uczą czytania ze zrozumieniem. Poszerzają też ich słownictwo. Znane rzeczy otrzymują nowe nazwy. Ptaszki to kanarki, kwiatki - słoneczniki lub żonkile. Do tego dochodzi obycie z daną barwą i ćwiczenie dłoni. Niby prosta i niepozorna, a tak wiele się w niej kryje. 

Wierszyka wysłuchali obydwaj, a później - Młodszy chwycił w dłoń kredkę. Przekładał strony i to malował sobie tu, to tam. Pomalutku, po troszeczku. Po dość długim czasie odłożył książkę na bok. Starszy to zauważył i teraz - dla odmiany - to on do niej przysiadł. Wertował strony, oglądał, prosił, żeby mu coś poczytać, a następnie dokończył kilka obrazków rozpoczętych przez brata. Następnego dnia szykowaliśmy się do drogi. Chłopcy mieli sobie wybrać coś do walizki. Młodszy przyniósł Ryska. Ha, nawet nie pomyślałam, że tak dobrze może się on sprawdzić w podróży. Długa trasa, dziecko dopadła nuda, co tu zrobić? Zaglądam do torby, a tu - książeczka z kredką. Wszystko pod ręką. W dodatku sztywne strony nie wymagały obecności stolika. Wystarczyło rozłożyć je na kolanach i już można było przystąpić do działania.

Przez cały ten czas trapiła mnie tylko jedna myśl. Żółty. Wiem, że Młodszy go uwielbia, ale czemu tylko żółty? Gdzie inne kolory? "Ech" - rozmarzyłam się - "Ja to wydałabym całą tęczową serię!" Zwłaszcza, że w naszym przypadku projekt okazał się bardzo trafiony. Gdziekolwiek Młodszy zostawiał książeczkę, Starszy zaraz ją znajdował. Zaczęłam się więc powoli martwić, że - po pierwsze - lada moment zabraknie nam białego miejsca (bez obaw, wbrew pozorom - jest go naprawdę baaardzo dużo), a po drugie - że w końcu nastąpi ten dzień, że zgodne dzielenie się, zastąpi kłótnia. Właśnie wtedy, nieoczekiwanie, dowiedziałam się, że do Ryska dołączył Big Pen. "Zakochany Big Pen". Niebieski Kredziak, którego miłosne dzieje opowiada Joanna Olech. Książka stworzona na tej samej zasadzie i oznaczona cyferką dwa, dającą nadzieję, że kiedyś pojawi się też 3 i 4, a może nawet 5 i 6 (czekamy!). Teraz się nie zastanawiałam, musieliśmy ją mieć! 

Stało się. Wczoraj przywędrowała do naszego domu pocztą. Tata wybierał się właśnie do lekarza ze Starszym, mama do innego z Młodszym. Chłopcy mieli zabrać ze sobą coś, co zapobiec miało poczekalnianej nudzie. Młodszy stał już w drzwiach z Ryskiem, Starszy zaś był nadąsany. Wtedy do drzwi zapukał listonosz. Musielibyście zobaczyć minę Starszego, gdy otworzyłam kopertę. Radość sięgała zenitu. Chwycił książkę w dłoń i pobiegł zadowolony, a kiedy się znów spotkaliśmy - podsunął mi ją pod nos, mówiąc "Zobacz!" i dumnie prezentował kolejne pokolorowane strony, a później razem ją czytaliśmy, bo jak się dowiedziałam - "Nie, z tatą tylko kolorowałem!" I to nic, że wersja taty była nieco inna! ;)

Jeśli chcielibyście się dokładniej przyjrzeć Bazgrajkom - zajrzyjcie na poświęconą im stronę (KLIK KLIK). Są tam książeczki, które możecie w całości przeczytać, a nawet wirtualnie pokolorować. Są też gry. Poza nimi - sklep internetowy. Tu Bazgrajki możecie zamówić. Dochód ze sprzedaży poświęcony jest na fundację "Mówimy obrazami", która prowadzi ogólnopolskie działania wspierające twórczy rozwój dzieci (wręcza maluchom kredki oraz materiały edukacyjne), a gdybyście chcieli poczytać o samej akcji, to możecie to zrobić klikając TUTAJ.

1. Żółty świat Ryska 
Wydawnictwo: Animagic
Tekst: Michał Rusinek
 Ilustracje: Joanna Młynarczyk
Stron: 24

2. Zakochany Big Pen
Wydawnictwo: Animade
Tekst: Joanna Olech
 Ilustracje: Joanna Młynarczyk
 Stron: 18
Oprawa twarda foliowana, całość kartonowa
Format: 215x200
Wiek: 2+

7 komentarzy:

  1. U mnie tak samo te ksiązeczki spotkały się z dużym zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja naprawdę nie przypuszczałam, że z aż takim! Starszy dla niebieskiej porzucił nawet swoje ukochane bazgroły z Angry Birdsami!

      Usuń
  2. My właśnie szalejemy z żółtym. Mój Tymek nie może uwierzyć, że może bazgrać w prawdziwej książce:) Istny szał:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nastąpił sprawiedliwy podział. Każdy po jednej, aż strach pomyśleć, co będzie, gdy wyjdzie trzecia ;)

      Usuń
  3. Mam w domu dwulatkę, a Bazgrajki wydają się genialnym pomysłem na prezent dla niej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. My na Bazgrajkę się właśnie przygotowujemy, a tymczasem polecam Czarostatki i Parodzieje nowość z pięknymi ilustracjamihttp://bebeandcompany.blogspot.com/2012/10/czarostatki-i-parodzieje.html, pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  5. a my ciągle jeszcze nie poznaliśmy :) czas nadrobić straty :)

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)