Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 8 października 2012

Skąd się biorą dzieci? - Marcin Brykczyński

Biało-czerwona okładka. Niewinna niczym dziecko, gorąca niczym miłość. Tak ją właśnie widzę, a to skojarzenie zdaje się idealnie pasować do tego, co znajduje się za nią. Mamy tu bowiem prostą, wierszowaną i bardzo ciepłą historię o tym, skąd się biorą dzieci.

Ciekawe świata przedszkolaki uwielbiają zadawać wiele pytań. W końcu pada i to, na które zawsze brakuje nam dobrej odpowiedzi. Warto więc zawczasu zaopatrzyć się w odpowiednią lekturę i uprzedzić pytanie dziecka. Odpowiednią, czyli jaką? Wszystko naturalnie zależy od wieku dziecka. Tym najmłodszym z pełną odpowiedzialnością polecić mogę książeczkę Marcina Brykczyńskiego Skąd się biorą dzieci?. Moje maluchy – 3- i 5-latek – bardzo ją polubiły. Mogłyby jej słuchać bez końca.

Czy się nie boję? Nie, nie mam czego! Pan Marcin, przeprowadzając literacki proces pierwszego uświadamiania, czyni to niezwykle delikatnie, z dużym wyczuciem, ale przede wszystkim z dużą dawką humoru. Naśmiewając się nieznacznie z wiary w bociany jako doręczycieli dzieci, pokazuje nam krok po kroku, jak to jest w rzeczywistości. Jest więc mama, jest i tata, a do tego jest też bezgraniczna miłość. Ha, widzicie? Zaczyna się naprawdę dobrze! Powiedziałabym, że jak w bajce, tyle tylko, że bajki z reguły na tym fragmencie właśnie się kończą, a tu – tu mamy dopiero początek. Jak autor poradził sobie z resztą? Równie elegancko. Oto kochający się ludzie, chcą już zawsze być ze sobą – w dzień i w nocy, a każde dziecko wie, że jak się kogoś kocha, to się go często przytula, a wtedy:

"Z taty rój nasionek rączych
mknie z jajeczkiem się połączyć,
które w mamie czeka skrycie,
żeby zacząć nowe życie".

Prawda, że ładnie. Literacko i naukowo zarazem. I tak, aż do ostatniej strony, na której tata bawi się z całkiem sporym już dzieckiem, a mama – mama nosi pod serduszkiem kolejnego małego człowieka.

Zarówno autor, jak i twórczyni ilustracji – Iwona Cała – postawili na prostotę. Krótko, wyraźnie, bez zbędnego owijania w bawełnę. Konkretnie, za to niezwykle ciepło, z miłością i humorem. Tak, że chce się czytać. I małym, i dużym!


Skąd się biorą dzieci?
Wydawnictwo: Literatura
Tekst: Marcin Brykczyński
 Ilustracje: Iwona Cała
Oprawa twarda
Format: 205x200
Stron: 24
Wiek: 4+

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam pana Brykczyńskiego, pani Iwona Cała też pięknie zawsze ilustruje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś mi się wydaje, że po takiej recenzji i ja z dziećmi sięgnę po tę książkę. :) Przyznać wstyd, ale pierwszy raz słyszę o autorze.

    OdpowiedzUsuń
  3. A widziałyście poprzednie wydanie książki? Wstyd, co wydawnictwo zrobiło z tą książką, w dodatku przypisując sobie nagrody za poprzednią edycję...

    OdpowiedzUsuń
  4. A tak, widziałam poprzednie wydanie i wolę to nowe - za tą subtelność i brak natrętnej dosłowności, od razu widać kobiecą rękę!

    OdpowiedzUsuń
  5. To była dobra książka ale z ilustracjami Pawlaka. W dzisiejszych czasach dzieci więcej widzą w kreskówkach niż w książeczce z nowymi ilustracjami, a ze starą książką tzn. ze starymi ilustracjami można usiąść z dzieckiem i omówić pewne fakty bez zbędnej symboliki.

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)