Szukaj na tym blogu

czwartek, 22 sierpnia 2013

Basia. Łap kolory!


Nie, kochani, dziś nie będzie książkowo. No, może trochę, troszeczkę, bo jakby nie patrzeć tytułowa bohaterka tej gry jest postacią literacką - znaną i lubianą przez dzieci. O kim mowa? O stworzonej przez Zofię Stanecką Basi. Po wielkim zainteresowaniu, jakie wzbudziły w naszym domu jej ostatnie przygody (w szczególności ta podróżnicza, którą ja sama czytałam dzieciom już ze 100 razy, a dodam, że mamy też wersję audio), postanowiliśmy sprawdzić, czy Basina gra - "Łap kolory!" - jest równie fajna. Wnioski... te już za chwilę.

Zacznę może od tego, że choć Basię bardzo lubię, to samej gry trochę się bałam. Mieliśmy w domu już wcześniej kilka innych "kolorowych" gier, ale dzieciaki szybko z nich wyrastały. "Ot, kolejna taka, co to ma nauczyć kolorów i gdy dzieci je opanują, idzie w odstawkę" - myślałam. Na szczęście bardzo się pomyliłam. Na wakacjach dobrze bawiła się przy niej grupa 3-4-latków, mój 6-latek, a nawet ja sama. Po powrocie, gdy Starszego nie było w domu, pomagała mi zapełnić czas Młodszemu. Teraz, gdy już wszyscy jesteśmy w komplecie, wciąż często gości na naszym zabawowym stole.

Gra jest naprawdę fajna! Co prawda posiada wiele elementów, ale same zasady nie są trudne do zrozumienia. Najpierw tasujemy i układamy w stosik karty obrazkowe, tak by były skierowane kolorową stroną do dołu. Następnie wykładamy 16 kart (wciąż kolorową stroną w dół), układając je w kwadrat o wymiarach 4x4. Każdy zawodnik wybiera sobie postać, w którą będzie chciał się wcielić. Do wyboru mamy Basię, Janka, Anielkę i Titiego. Żetony z wybraną postacią (10 - po 2 w każdym kolorze: białym, czarnym, czerwonym, zielonym i żółtym) układamy przed sobą. Są jeszcze karty ze znakiem zapytania. Odejmujemy dwie, na których Basia trzyma kolorową piłkę (chwilowo nie będą nam potrzebne), tasujemy i układamy w stosik (znakiem zapytania do góry), gdzieś z boku, tak, by były łatwo dostępne dla wszystkich uczestników gry. Teraz już można rozpocząć zabawę. Najstarszy gracz odkrywa pierwszą pytajnikową kartę. Uwaga! Teraz liczy się refleks i spostrzegawczość. Każdy z graczy musi odnotować, jaki kolor piłki trzyma w rękach Basia na odwróconej właśnie karcie, chwycić szybko dwa żetony tej samej barwy i umieścić je na tych obrazkach, które naszym zdaniem winny mieć określony kolor. Na przykład, Basia ma zieloną piłkę. Jestem Anielką, więc chwytam dwa żetony z wizerunkiem Anielki w kolorze zielonym i szybko umieszczam je na choince i krokodylu. Liczy się refleks, bo obrazków wyłożonych akurat na stole może być mniej, niż kolorowych kart posiadanych przez wszystkich graczy, a dwa żetony nie mogą spocząć na jednym. To jeszcze nie koniec. Teraz sprawdzamy, czy nikt się nie pomylił. Niebiesko-białe karty obracamy kolorową stroną do góry i sprawdzamy, kto miał rację, a kto nie. Jeżeli obrócony obrazek jest w takim samym kolorze, jak żeton, gracz zabiera go. Jeśli nie, obrazek pozostaje na stole. Pierwsza runda skończona. Obrazki z postaciami wracają do graczy, a puste miejsca wśród kart obrazkowych uzupełniamy nowymi, pochodzącymi z wcześniej ułożonego stosika. Teraz możemy rozpocząć kolejną rozgrywkę. Pytajnikową kartę podnosi kolejna osoba (zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara). Gra kończy się po rundzie, w której odkryta zostanie ostatnia karta ze znakiem zapytania. Wszystko proste, łatwe i baardzo przyjemne! Gra gwarantuje dużo zabawy i śmiechu. W tej wersji nadaje się nawet dla dzieci nieco młodszych. Jak już wspomniałam, my graliśmy w nią nawet w gronie 3-4-latków (bez starszych dzieci, bo młodsze nie miałyby szans). Wówczas co prawda rozgrywka przebiegała wolniej, ale za to gra miała także edukacyjny charakter - dzieciaki zapamiętywały kolory i uczyły się je kojarzyć z rzeczami. Starsze dzieci to już potrafią, więc u nich zdecydowanie liczy się spostrzegawczość i szybkość reakcji. Starszakom możemy też grę utrudnić, dodając karty z Basią trzymającą kolorową piłkę. Odkrywając taką kartę, rozgrywamy rundę specjalną. Chwytamy dwa żetony z naszą postacią, ale ich kolor możemy wybrać sobie sami. Następnie rezerwujemy sobie cały wiersz lub kolumnę (układamy żetony postaci na końcach), w której znajduje się najwięcej przedmiotów w danym kolorze. Wszystkie one powędrują do nas, chyba, że nasz wiersz/kolumna krzyżuje się z wierszem/kolumną kogoś innego. Jeśli ten ktoś wybrał ten sam kolor co my i wyłożył karty postaci wcześniej, wówczas obrazek znajdujący się na łączeniu, trafia do tej osoby. Może to wszystko brzmi trochę skomplikowanie, ale w rzeczywistości wcale takie trudne nie jest. Zwłaszcza, że instrukcja dokładnie na obrazkach pokazuje różne możliwości, tłumacząc co można, a czego nie (zawiera też krótką historyjkę, którą - na prośbę dzieci - przeczytać muszę zawsze przed rozpoczęciem gry!). Mój 6-latek tę "utrudnioną" wersję szybko pojął i teraz nie wyobraża sobie gry bez niej. 

Fajna ta Basia. Wciąąąga! Wymaga jednak, by gracze byli na zbliżonym poziomie wiekowym. Mój 6-latek zdecydowanie ogrywa 3,5-latka, a ze mną to już żaden z nich szans nie ma. Czasem więc muszę sobie trochę poudawać, że czegoś nie widzę (zwłaszcza, gdy gram z Młodszym, bo Starszego ogrywam już bez skrupułów ;)). Na szczęście chłopcy mają wielu znajomych, a w towarzystwie kumpli gra sprawdza się znakomicie! Ha, i jak dotąd nikt z nich jeszcze nie marudził, że Baśka jest dziewczyną :)



Basia. Łap kolory!
Ilość: 2-4graczy
Wiek: 5 - 105 lat
Czas gry: 15 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)