Szukaj na tym blogu

piątek, 23 sierpnia 2013

Hurra, idę do szkoły! - Ingrid Uebe


Doskonale pamiętam ten moment, gdy przed dwoma laty Starszy w czasie rozmowy poinformował mnie, że on nie chce dorosnąć. Nigdy! Trochę mnie to zaniepokoiło. Jego rówieśnicy powtarzali "Jak dorosnę, zostanę...", a on nawet o tym myśleć nie chciał. Z czasem jednak jego pogląd na życie uległ zmianie. Syn mój snuje już plany na przyszłość - zostanie żołnierzem i poślubi Z. (choć z tym ostatnim może być problem, bo jego przyjaciel także chciałby),  a biorąc pod uwagę bliższe ramy czasowe - już nie może się doczekać, kiedy pójdzie do szkoły. Co prawda to jeszcze nie pierwsza klasa, a zerówka, ale już właśnie w szkole. Nowy etap życia, nowe obowiązki, nowi koledzy, dorosłość - ha, jest czym zaimponować młodszemu rodzeństwu i koleżankom!

Cieszy mnie ogromnie to jego pozytywne nastawienie. Nie ukrywam, że trochę bałam się, jak to będzie. Wiedziałam, że chodzą tam już starsi koledzy z osiedla, będzie tam też i ukochana Z. To bez wątpienia pomogło. Postarałam się jednak o coś więcej. Postanowiłam pokazać Starszemu, co go czeka. Krok po kroku. Zgodnie z dewizą mojego teścia, mówiącą, że "lepsze znane zło" ;) Pomogła mi w tym książka Ingrid Uebe "Hurra, idę do szkoły!" Niech Was tylko nie przeraża obce nazwisko. Książka jest tłumaczeniem, ale dość dobrze dostosowanym do polskich realiów. Owszem, zdarzają się pewne rozbieżności, ale na takie możemy natrafić nawet na poziomie różnych szkół w danym województwie, czy nawet mieście. 

Książka jest zbiorem historyjek, które obrazują pierwsze dni w szkole. Co prawda bardziej odnosi się do pierwszoklasistów, ale i szkolnym zerówkowiczom z powodzeniem można ją przeczytać, w trakcie lektury zaznaczając różnice. Główną bohaterką, a zarazem narratorem jest tutaj Nina. Książka jest jakby jej pamiętnikiem, w którym opisuje związane z edukacją wydarzenia. W rzeczywistości jednak śledzimy nie tylko perypetie Niny, ale także zaprzyjaźnionych z nią wcześniej i nowo poznanych osób. Są wśród nich zarówno dziewczyny, jak i chłopaki. Nie musimy się więc obawiać, że jest to lektura wyłącznie dla tych pierwszych. Nina pokazuje nam szkołę krok po kroku. Razem z nią 1 września (choć o dacie nie ma tu mowy) przekraczamy próg szkoły. Jest uroczyste powitanie pierwszaków, są spotkania w klasie. Nowa pani, nowi koledzy i koleżanki. Są lęki, obawy, pierwsze stresowe sytuacje, choć szybko okazuje, że "nie taki diabeł straszny..." Później dowiadujemy się, jak wygląda Niny droga do szkoły. Ha, samodzielność to jest to, o czym małe tygryski marzą najbardziej. Sama pamiętam, jak bardzo nie mogłam się doczekać tej swojej pierwszej wyprawy bez dorosłych i jak wesoło mijała zawsze droga w gronie przyjaciół. Drugi rozdział jest poświęcony właśnie temu. W trzecim pierwszaki uczą się czytać. Może nie będzie to u nas wyglądało dokładnie tak, jak u Niny, ale myślę, że dość podobnie, a może ktoś z nauczycieli przeczyta tę książkę i pomysł go zainspiruje. Ha, czemu nie, w końcu świeżo upieczeni nauczyciele też mogą się bać tego "pierwszego razu" ;) 

Kolejne opowiadania przyjmują w mniejszym stopniu charakter przewodnika. Są raczej zabawnymi opowiadaniami zaczerpniętymi z życia szkolnego. Pokazują, że szkoła to nie tylko nauka. Jest tu o urodzinach i wszach, a nawet o pierwszych miłościach. Fajnie, lekko, z humorem. Starszy pochłonął książkę z wielkim zainteresowaniem, co i raz dopytując o jakieś szczegóły. Wieczorem czytaliśmy zawsze więcej niż jeden rozdział, bo bardzo był ciekaw, co będzie dalej, a gdy już dotarliśmy do końca książki - zapytał: "Mamo, kiedy wreszcie pójdę do tej szkoły?" Teraz kompletujemy wyprawkę, kupujemy szkolne stroje, przygotowujemy się do urodzin. Czas mija szybko, a szkoła tuż, tuż... jeśli się boicie, jak Wasze dziecko na nią zareaguje, książkę polecam. Pozwala fajnie przygotować przyszłego pierwszaka na to, co go czeka. Opisuje szkołę, pewne typowe dla niej wydarzenia, sytuacje, problemy. Pokazuje, jak sobie z nimi radzą różne dzieci, bo przecież każdy maluch jest inny. Może któryś z bohaterów przeżywa problemy, smutki i radości takie jak my, a może nawet nie tylko jeden... zajrzyjcie, poczytajcie, razem wszystko omówcie, a szkoła Was prędko niczym nie zaskoczy!
Hurra, idę do szkoły!
Wydawnictwo: Debit
Tekst: Ingrid Uebe
 Ilustracje: Andrea Hebrock
Oprawa twarda
Format: 150x215
Stron: 96
Wiek: 5+

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)