Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Detektyw Miś Zbyś na tropie. Lis, ule i miodowe kule. - Maciej Jasiński, Piotr Nowacki, Rybb


 

Czy komiks może być publikacją dla małych dzieci? Strony podzielone na niewielkie okienka, w nich ilustracje z ogromem szczegółów i dymki z wypowiedziami, które odnoszą się do konkretnych postaci. To moja dotychczasowa wizja komiksu. Czy takie coś mogłoby trafić do 3-4-letniego odbiorcy? Trudna sprawa. Okazuje się jednak, że nie każdy komiks musi wyglądać w ten sposób, a twórcy tego gatunku coraz częściej myślą o najmłodszych. W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie...

Przykładem może być "Detektyw Miś Zbyś na tropie. Lis, ule i miodowe kule". To tytuł, który z powodzeniem przyciąga dziecięcą uwagę i rozbudza zamiłowanie do gatunku. Najlepszym tego dowodem jest mój niespełna 4-letni syn, który już od pierwszej wspólnej lektury przygody Misia Zbysia bardzo sobie upodobał. Dziś, gdy ja akurat nie mogę, "czyta je" sobie samodzielnie. Cóż w nich takiego, że Młody tak chętnie do nich powraca?

Po pierwsze, "cartoonowy" znaczy "kreskówkowy" styl ilustracji znany z telewizyjnych bajek, a przez to dzieciakom bliski. Jednocześnie prosty, tym samym z łatwością docierający do młodego odbiorcy. Nie ma tu tysiąca szczegółów, w których trudno skupić wzrok na konkretnej rzeczy, konkretnej osobie, czy konkretnym zagadnieniu. Są za to proste kształty i podział na niewielką ilość okien (z reguły dwa na stronę) dzięki czemu grafiki są duże i wyraźne. Czasem wychodzą one poza jedną stronę tworząc tzw. rozkładówki. Te w szczególności upodobał sobie mój syn. Znajdują się one w kluczowych momentach ucieczki naszego złoczyńcy i włączają czytelnika w pościg. Musi on wyśledzić uciekającego rabusia na obrazku niezależnie, czy znajduje się on akurat w porcie, na terenie archeologicznych wykopalisk, czy też w miasteczku. Dziecko musi wysilić wzrok, włączyć się do zabawy, podążyć - niczym w labiryncie - odpowiednią ścieżką do celu. Maluchy bardzo lubią takie aktywne uczestnictwo w lekturze.

Po drugie, kolorystyka. Co prawda mój syn orzekł, że główny bohater na pewno misiem nie jest, bo kto to widział niebieskiego misia, w dodatku - w detektywistycznej czapie. Niemniej jednak zastosowane w ilustracjach intensywne barwy bez wątpienia przyciągają dziecięcy wzrok. Intensywne, ale nie krzyczące. Raczej dobrze ze sobą zestawione. Przyjazne w odbiorze dla młodego oka.

Po trzecie, detektywistyczna historyjka. Nie wiem, jak to jest, ale dzieciaki, zwłaszcza płci męskiej, od małego uwielbiają zagadki, ucieczki, pościgi. Tu trudno mówić o zagadce, bo tak naprawdę prawie od początku wiemy, kto jest winowajcą. Naszym zadaniem jest więc przede wszystkim usidlenie winnego, a zatem - pościg. Po lądach, oceanach i w powietrzu, po bardziej i mniej egzotycznych miejscach. Mimo prostej grafiki, dużo się tu dzieje. Maluch obserwuje, zadaje pytania, a przez to - także się uczy.

Autorzy nie zapominają też o dawce humoru. Zarówno na poziomie tekstu, jak i grafiki. Maluchy wyczuwają ją bez problemu. Znajdujący się w porcie rekin z fajką, zdenerwowany narzekaniem pancernik zrzucający naszych bohaterów z karku, czy lecące w powietrzu ptaki rozmyślające nad tym, czy nasi bohaterowie trzymając się zwisającej z balonu liny nie wybrali się w podróż drugą klasą - to tylko małe przykłady. Fajne jest to, że postacie mają tu wyraźnie nakreślone charaktery. Wiemy czego po kim możemy się spodziewać. Dzieciaki uwielbiają miśka, bo jest taki bystry, pewny siebie, to on jest tu głową prowadzonego śledztwa. Ja osobiście wolę miśkowego asystenta - borsuka, bo bez niego i jego ciągłego narzekania nie byłoby aż tak zabawnie. Tak, zdecydowanie uwielbiam leniwego i zrzędzącego borsuka!

No i wreszcie sprawa ostatnia, choć nie mniej ważna - dymki. Tego w tradycyjnych książkach nie znajdziemy, a zatem dla dzieci to novum. Młodszy oszalał na ich punkcie. Często przerywa mi czytanie i wskazuje paluchem "Mama, a co tu jest napisane?" "A tu?" "A tutaj?" Te dymki tak bardzo go wciągnęły, że pewnego dnia po skończonej wieczornej lekturze, widząc, że starszy brat też tak czasem robi, zapytał, czy on także może poczytać sobie sam. Bardzo byłam ciekawa tego "sam". Nie spieszyłam się więc z wychodzeniem z pokoju. Syn tymczasem chwycił książkę w dłoń, przewracał strony, aż zatrzymał się na jednej z nich. Chwilę się w nią wpatrywał, po czym zapytał:
- Mama, gdzie pisze "Tu ślady się kończą"? 
Matka w duchu westchnęła słysząc to "pisze", ale już bez dydaktycznych wywodów wskazała tylko palcem, mówiąc:
- O, tutaj.
Dziecku więcej nie było trzeba. Podążyło palcem po kolejnych dymkach rozpoczynając swój głośny monolog:
- Kto to mnie budzi?
Cisza
- To może ten lis, który tu przechodził?
Przewrót strony.
- Patrz jest tam!
(...)
- Łazimy po mieście, kiszki... co było po kiszki, mamo?
(...)
Walenie w ścianę (czyt. pukanie)
- Mam cię!

I jak tu się nie uśmiać. Najlepsze teksty - cytowane z pamięci dosłownie. Pozostałe - często zmienione, ale we właściwym kontekście. Widok "czytającego" Młodszego - bezcenny!





Detektyw Miś Zbyś na tropie.
Lis, ule i miodowe kule.
Wydawnictwo: Kultura Gniewu/Krótkie Gatki
Tekst: Maciej Jasiński
 Ilustracje: Piotr Nowacki/Rybb
Oprawa twarda
Format: 165x230
Stron: 48
Wiek: 4+

4 komentarze:

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)