Szukaj na tym blogu

sobota, 23 sierpnia 2014

Angry Birds - Papilon


Z pewnym sentymentem zerkam na postacie Angry Birds. Nie dlatego, że tak wysoko sobie cenię gry, z których się one wywodzą. Cóż, powód jest zgoła inny. Bardziej ludzki. Minął rok, odkąd Starszy po raz pierwszy przekroczył progi szkoły. Niby była to dla niego dopiero zerówka, a jednak... duża zmiana. Nowe miejsce, plecak, obowiązki, a przede wszystkim... nowi koledzy. Zupełnie nowi, bo z przedszkolnej grupy nie trafił mu się zupełnie nikt. Jakby tego było mało - większość nowej ekipy znała się już wcześniej. Niełatwo przeniknąć w takie towarzystwo. Początki bywały trudne. Udało się jednak - chłopców połączyła wspólna pasja. Angry Birds. Gra? Cóż, zapewne ona była inspiracją, ale w szkole zamiłowanie do tabletowych postaci przybrało zupełnie nowy wymiar. Wymiar plastyczny.

Pewnego zimowego dnia odbierałam Starszego ze świetlicy. Jesteśmy już w szatni. Starszy poprawia ubrania. Przypominam mu, żeby sprawdził, czy włożył koszulkę w spodnie, a tu - ku mojemu zdziwieniu - okazuje się, że pod bluzą koszulki brak. Starszy pędzi pospiesznie na świetlicę. Po jego powrocie pytam: "Zalałeś? Pobrudziłeś?", a w odpowiedzi słyszę: "Nie, pożyczyłem kolegom". Chcieli przerysować znajdujący się na niej motyw Angry Birds.

Starszy z rysowaniem był mocno na bakier. Niby ćwiczenia grafo-motoryczne są u nas na porządku dziennym, a jednak - nie za bardzo się do nich przykładał. Narysowanie ulubionych postaci było więc dla niego nie lada wyzwaniem. Trudził się, próbował, w końcu koledzy rysowali za niego. Do czasu! Pewnego dnia trafiłam na książkę "Angry Birds. Narysuj nas!". To ona pokazała mojemu dziecku, że rysowanie nie jest wcale takie trudne. Wystarczy być dobrym obserwatorem i mieć dobre chęci. Krok po kroku, krok po kroku. Z dnia na dzień było lepiej i lepiej. Gdzieś w otchłani różności zachowałam kilka spośród tych prac, nie każcie mi jednak ich szukać - mam wstrętną skłonność do zbierania takich sentymentalnych drobiazgów - musiałabym się więc nieźle naszukać. Uwierzcie na słowo. Nie wierzycie? Jako dowód, że książka się przyjęła, spodobała, że aktywnie z niej korzystaliśmy niech więc posłuży fakt, że wkrótce w naszym domu pojawił się tom drugi "Angry Birds Space. Jak nas narysować." Starszy znów mógł się twórczo wyszaleć, a razem z nim - jego koledzy. Syn mój nie musiał już ściągać koszulek. Ot, wystarczyła książka w plecaku :)


Pod koniec roku "zerówkowego" Pani oświadczyła, że wszystkie dzieci potrafią już czytać. Uwierzycie? Wszystkie. Lepiej, gorzej, ale potrafią. Syn mój w tym względzie wiódł prym - nie mogło być inaczej (bo jakże to - w domu, w którym się tyle czyta?). Pani wymieniła go jako pierwszego na liście dzieci, które mogą już sobie czytać 20 min. dziennie. Samodzielnie! Tak, tyle, że określić gotowość dziecka, to jedno, a zmobilizować je do czytania - to zupełnie inna kwestia. Na siłę - nie ma mowy! Efekt byłby zdecydowanie przeciwny. Na początku królowały w naszym domu książeczki z serii "Czytam sobie!", ale po przeczytaniu kilkudziesięciu Starszy potrzebował nowego wyzwania. W maju z Warszawskich Targów Książki przywędrowały do nas komiksy. To był strzał w dziesiątkę. Na pierwszy ogień poszła wydawnicza nowość - komiks Angry Birds. Zbiór kilku zabawnych historyjek, których bohaterami były oczywiście wściekłe ptaszyska i zielone świnie. To dzięki nim Starszy tak naprawdę odkrył świat komiksu. Nauczył się, jak czytać dymki, w jakiej kolejności podążać. A że tekst prosty, szło mu to wprawnie. To co mi przypadło do gustu, to kreska jaką narysowano początkową mapkę. Dalej jest już może bardziej standardowo - ptaszyska wyrysowane wedle manuala, ale... jeśli Starszy je pokochał, to czemu nie! Nie ma lepszej motywacji do czytania.  Komiks jest przejrzysty, ładnie wydany. Dziś, mimo częstego wertowania stron, wciąż dobrze się prezentuje. Nie rozpada się (jak zszywany "Kaczor Donald"), nie rozkleja - posłuży nam jeszcze długo. To dobrze, bo Starszy lubi do niego powracać. 


Widząc zamiłowanie Starszego, także Młodszy skierował swą uwagę w stronę znanych ze świata małego ekranu postaci. Będąc na wakacjach na książkowym stoisku wybrał sobie ptaszyskowy zbiór zadań - "Angry Birds. Super gierki". Książeczka okazała się bardzo, bardzo fajna. Dobrze dopasowana do potrzeb rozwojowych dzieci w jego wieku (5 lat), a zarazem - pociągająca ze względu na bohaterów. Młodszy pokonywał labirynty, szukał czym różnią się ilustracje, dopasowywał cienie, wykreślał niepasujące obrazki, wyszukiwał postaci ukrytych na ilustracjach, łączył ze sobą punkty, kolorował według własnego pomysłu, jak również według różnych schematów, a także - uczył się rysować. Z jednej strony ćwiczył wzrok (zadania przydatne do nauki czytania), z drugiej - motorykę (nauka pisania). 


Dziś wiem, że po pozycje Papilonu z serii Angry Birds mogę sięgać z czystym sercem. W domu mamy już kolejną - wyszukujemy ukryte na kolejnych stronach ptaszyska i świnie. Znów ćwiczymy wzrok. Starszy, Młodszy, nawet Mama i Tata. Jak się nam znudzi, sięgniemy po kolejne tytuły - jest ich sporo, a ostatnio seria poszerzyła się o kolejne - z podtytułem "Playground". 

Wiecie, co jest najciekawsze w tym wszystkim - choć chłopaki uwielbiają motyw Angry Birds, nie pamiętam kiedy ostatnio sięgnęli po mój telefon. Okazuje się, że dla nich ptaszyska są już bardziej postaciami książkowymi :)

Seria: Angry Birds
Wydawnictwo: Papilon
Oprawa miękka

5 komentarzy:

  1. czyli te Angry Birds nie takie złe?? Jakoś mnie odrzucają z daleka... może się uprzedziłam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się równoważyć w wychowaniu dzieci to co ambitne z tym, co komercyjne - lubiane przez rówieśników. Pilnuję jednak, nie zgadzam się na wszystko. Są bajki, postacie, które nie mają wglądu do naszego domu. Małgosiu, sama musisz zdecydować. Ja nie dopatrzyłam się w tym nic strasznego. Raczej cieszę się, że chłopcy z chęcią podchodzą do różnych zadań (czytanie, rozwiązywanie). Traktuję to jako motywację, a po kilku zadaniach z Angry Birds'ami, przemycam inne.

      Usuń
  2. Podejrzewam, że czeka mnie podobna historia - starszy syn idzie do pierwszej klasy. :) Zainteresowanie Angry Birds zaczęło się od gry, podpatrzonej na telefonie syna znajomych a potem od płyty, dołączonej w bonusie do płatków śniadaniowych - grał kilka razy. :-) Dostał też maskotkę od mojej przyjaciółki. No i motyw AB na koszulce...to teraz ulubione ubranie. :) Może więc też zaopatrzę się wkrótce w te książeczki, skoro są w stanie oderwać dziecko od telefonu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie pokazywałem synowi różne książki dla pierwszaków, powiedziałem, że kupię mu tą która mu się spodoba - do wspólnego czytania. Niestety, przed chwilą zobaczył Angry Birds i cały misterny plan w p.....
    Angry Birds są ok, ale jako gra w komórce, dla zabicia czasu w autobusie i nic po za tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu pozwolę sobie nie zgodzić się z Panem. Od gry w komórce wolę książkę z zadankami. W podróż autem zabieram audiobooki, a do poczekalni czy tramwaju - tradycyjne książki dla dzieci. Czytamy z pierwszakiem zarówno dzieła klasyków ("Niekończąca się historia", "Piotruś Pan"), jaki i komiksy "Angry Birds". Nie widzę w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. Uważam, że zmuszając dziecko do czytania książek 'jedynie słusznych', można wywołać w nim niechęć do literatury w ogóle. Warto więc zachować równowagę, między tym co ja chcę, a tym, co Ty lubisz.

      Usuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)