Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 13 marca 2017

Fantastyczne kolekcje - Steve McDonald


Kochani, dzisiejszy post nie będzie poświęcony literaturze dziecięcej. Ci z Was, którzy bacznie obserwują blog wiedzą już, że jestem osobą o wielu zainteresowaniach. Książki, podróże, kolorowanki... no właśnie, dziś będzie o tych ostatnich. Wszystko za sprawą najnowszej książki Steve'a McDonalda i kilku próśb, jakie pojawiły się na kolorowankowym forum.

O autorze oraz jego dwóch poprzednich tytułach ("Fantastyczne miasta" i "Fantastyczne konstrukcje") wspominałam Wam już jakiś czas temu. Od tamtej pory w moim domu pojawiło się wiele innych kolorowanek, ale do tych McDonalda zawsze wracałam z wielką przyjemnością. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że Steve stał się moim ulubionym autorem. Może dlatego, że jego grafiki są bardzo wymagające. Niezwykle szczegółowe, ale i dokładne. Przy tym cały wkład pracy wynagradzają efekty końcowe. Jeśli odpowiednio podejdziemy do zadania możemy uzyskać piękne trójwymiarowe obrazy. Mam w swej kolekcji dwa, z których jestem szczególnie dumna - tym bardziej, że powstały na początku mej kolorowankowej drogi. 

 
 

Praca z obrazkami McDonalda jest bardzo czasochłonna. Grafik starczyłoby mi jeszcze na długo. Mimo to z niecierpliwością czekałam na kolejny tytuł. Tak, uważajcie, kolorowanie uzależnia. Nagle okazuje się, że wszystkiego nam wiecznie za mało - kolorowanek, kredek, gumek, temperówek, innych przyborów. Na szczęście to uzależnienie ma też swoje dobre strony. Wycisza i relaksuje. Pozwala odpocząć od codzienności. Wyłączyć się. A takie szczegółowe projekty to okazja do prawdziwego katharsis. Tyle, że jedna książka to za mało. Człowiek lubi mieć wybór. Wbrew pozorom łatwiej wybrać obrazek - pod swój nastrój, aktualne potrzeby i możliwości - gdy jest ich wiele. Dlatego ucieszył mnie nowy projekt Steve'a. Bo daje więcej możliwości wyboru, ale też - jest inny. Zapominamy o architektonicznych cudach na rzecz rozmaitych kolekcji. Ich poziom trudności jest różnorodny. Kolorowanie jednych nie zajmie wiele czasu, przy innych spędzimy kilka, czy nawet kilkanaście dni. A co można kolekcjonować? Do wyboru mamy matrioszki, muszle, ryby, słodycze, kłódki, liście, okulary, środki czystości, narzędzia, okulary, obrazy, muzykę, motyle, zabawki, guziki, lampiony, aparaty, zastawę stołową, medale, biżuterię, kredki, no i książki oczywiście. Co niektórzy zarzucają tej kolorowance, że jest słabsza od poprzednich, że daje mniej możliwości. Z początku też tak myślałam, ale gdy przysiadłam do pracy okazało się, że z tych prostych przedmiotów także może wyjść coś naprawdę bardzo fajnego. Tak, tak, wiem o czym mówię, Wszak ostatnio przeżywałam twórczy kryzys. To ten moment, gdy kolorowałam, lecz efekty prac mnie nie satysfakcjonowały. Traciłam więc motywację, odkładałam kredki na bok, a gdy do nich wracałam - brakowało mi serca, więc kolejne prace znów nie wychodziły. Myślałam, że się wypaliłam i do kolorowania już nie wrócę. Na szczęście pojawiły się "Fantastyczne kolekcje". Z początku podeszłam do nich nieśmiało. Na obrazku z kłódkami postanowiłam przetestować zakupione na tę okazję żelpeny. Szału nie było. Żelpeny to nie kredki. Nie wszystko z nimi można. Była za to przyjemność z pracy. To relaksacyjne dłubanie (zwłaszcza, gdy - będąc w Finlandii - z niepokojem oczekiwałam informacji, czy i kiedy ukaże się zorza). Sam efekt końcowy, w sumie nie wyszedł najgorzej, jak na niewdzięczne w cieniowaniu przybory przystać winno. Uratował go metaliczny połysk. Do kłódek pasował jak ulał.


Później porwałam się na coś znacznie bardziej ambitnego. Słoiki z cukierkami ułożone w mandalę. To był strzał w dziesiątkę. Przyjemność pracy, ale i uzyskany efekt szkła, który spodobał się nie tylko mi. Praca zyskała wiele like'ów na kolorowankowym forum. Pojawiły się też pytania, jak wykonać coś takiego. Obiecałam tutorial, ale ja i filmy - chyba jestem już na to za stara. Będzie więc w wersji zdjęciowej. Dla moich kolorowankowych koleżanek, ale też dla tych wszystkich, który z kolorowankami nie mieli jeszcze nic wspólnego - a nuż, złapią bakcyla :)

1. Zamknięte w słoikach makaroniki postanowiłam pokolorować w pastelowych odcieniach. Róż, fiolet i turkus. Przy opisywaniu kolejnych kroków, posłużę się przykładem ostatniego ze wspomnianych zestawów kolorystycznych. By go stworzyć - wybrałam trzy odcienie zieleni (jasny turkus, ciemny turkus oraz ciemna zieleń), a także jedną kredkę w kolorze żółtym.

 
2. Najpierw posługując się jasnym odcieniem turkusowym pokolorowałam zewnętrzne części makaroników (bez nadzienia). Wykorzystałam przy tym efekt cieniowania - dociskając kredkę mocniej na obrzeżach, a lżej po środku każdego makaronowego okręgu. 

 
3. Następnie - używając ciemnego odcienia turkusu - pokryłam te powierzchnie, gdzie powinien pojawić się cień. Te makaroniki, które częściowo znajdowały się pod innymi. Dzięki temu uzyskałam bardziej przestrzenny efekt.


4. By ów efekt jeszcze bardziej pogłębić, sięgnęłam po kredkę w kolorze ciemnej zieleni. Wypełniłam nią wszystkie drobne szczelinki - te miejsca, do których światło nie powinno mieć dostępu. 


5. Na koniec - kredka żółta. Wypełniłam nią nadzienie makaroników. 

 
6. Wnętrze gotowe. Pora wykonać słoik. Posłużyła mi do tego tylko jedna, błękitna kredka. Przy cieniowaniu zmieniałam tylko siłę nacisku. Przy brzegach naczynia dociskałam mocniej, tu gdzie chciałam zrobić biały przebłysk (nie na samym środku, bliżej jednej z zewnętrznych linii słoika) - lżej. Tak delikatnie, że prawie niewidocznie. 

 
 

7. Kolejny etap to kolorowanie wieczka. W tym przypadku był to zatykający słoik korek. Cieniując, wypełniłam go brązową kredką. Chcąc lepiej podkreślić miejsce w którym korek łączy się ze słoikiem - do cieniowania użyłam czarnej kredki.


8. Wycieniowany odpowiednio słoik, wciąż nie wyglądał na przezroczysty. Musiałam więc pokryć wszystkie znajdujące się wewnątrz słoika kontury białym żelpenem. Pojedynczą warstwą, by kontur spod bieli delikatnie przebijał. Nie chciałam go bowiem usunąć, lecz sprawić, by stał się widoczny zza szkła.

10. Patrząc na słoik wciąż czegoś mi brakowało. Postanowiłam więc, że przebłysk na szkle podkreślę dodatkowo srebrnym żelpenem. Użyłam brokatowego, nie metalicznego odcienia - by lepiej odbijał światło.

 
11. Na koniec, by całemu słoikowi nadać bardziej przestrzenne formy, posługując się czarną kredką wykonałam cieniowanie wokół słoika (dociskając kredkę mocniej przy krawędzi słoika i coraz lżej - oddalając się od niej). Ot, i słoik gotowy!


Kiedy skończę cały rysunek, z pewnością go tu pokażę. Tymczasem musicie jeszcze trochę poczekać. McDonald wymaga czasu, ale czyż nie prezentuje się świetnie?

Do wykonania pracy użyłam: kolorowanki "Fantastyczne kolekcje" S. McDonalda, kredek Bruynzeel (odcienie z zestawu 60 szt.), białego żelpena Pilot (sprawdził się idealnie, bo jest mniej kryjący niż Sakura) i srebrnego brokatowego żelpena (zestaw 32 szt. z Pepco). 

 
 

I na koniec jeszcze - moja własna kolekcja - kredkowa, bo książkowej nie udałoby się zamknąć w jednym kadrze :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)