Szukaj na tym blogu

wtorek, 8 sierpnia 2017

Złapać chwile ulotne jak ulotka...


Jestem niefotogeniczna! - stwierdziłam pewnego dnia. Odtąd, by unikać zdjęć, sama coraz częściej zaczęłam stawać za obiektywem. Pierwsze me próby - przez wzgląd na jakość sprzętu, brak doświadczenia i towarzyszące im warunki - cóż, pozostawały wiele do życzenia. Patrząc z tej perspektywy, może to i dobrze, że zdjęcia z czasów studenckich przepadły z pierwszym nieodratowanym dyskiem. Zachowała się zaledwie garstka. Te, które udało się w porę wywołać. Dziś powracam do nich z sentymentem.

Tysiące zdjęć (w moim przypadku nawet dziesiątki tysięcy, jeśli nie setki) zalegających na dysku. Znacie to? Jak często do nich powracacie? Po narodzinach mojego starszego syna oszalałam. Chwilę wcześniej dostałam od męża w prezencie całkiem dobry sprzęt. Taki, który do dziś - a minęło już 10 lat - działa bez większych zastrzeżeń i konieczności (nie mylić z chęcią!) wymiany na lepszy. Fotografowałam więc me dziecię do oporu. Pierwszy uśmiech, pierwszy uścisk, pierwszy ząbek, pierwszy kroczek... Udokumentowałam niemal wszystko. Zdjęcia, przez wzgląd na ich ilość, każdorazowo lądowały na dysku. Pięknie skatalogowane. Po pewnym czasie okazało się jednak, że... nigdy do nich nie zaglądam, a poza mną samą nie widzi ich nikt inny. Och, nie chodzi mi tu o publiczne udostępnianie fotek na FB (choć akurat FB lubię za to,  że co jakiś czas powraca do archiwalnych zdjęć przywołując przyjemne wspomnienia), ale o radość z dzielenia z bliskimi wspólnych wspomnień. Inaczej jest bowiem pochylić się wieczorem przy filiżance gorącej herbaty nad pełnym sentymentalnych zdjęć albumem, niż z tą samą filiżanką zasiadać do komputera i przeglądać pliki. Przyznacie, że cały czar pryska. Dlatego tak jak kocham tradycyjne książki (nie potrafię przekonać się do czytników i już!), tak pokochałam albumy ze zdjęciami. W tym kontekście rzec mogę o sobie, że... jestem materialistką ;) Tak, przywiązuję wagę do rzeczy, a nie tylko do tego, co wirtualne. Co powiecie na takie rozszerzenie definicji ;)

Kiedy urodził się Młodszy postanowiłam zrobić porządki. Przejrzałam katalogi Starszego, wybrałam około setki najważniejszych dla mnie ujęć i wywołałam je w postaci tradycyjnych zdjęć, które własnoręcznie wkleiłam do albumu. Młodszego nie fotografowałam już tak skrupulatnie. Wiedziałam, że do części z tych zdjęć już nigdy nie zajrzę. Większą wagę przykładałam więc do jakości, niż do ilości. I on jednak doczekał się swego albumu. Nawet ładniejszego.

Kiedy chłopcy podrośli, aparat wylądował na półce i dłuuugo tam leżał bezczynnie. Impulsem, by ponownie do niego sięgnąć, stały się nasze wyprawy. Piękne miejsca i przyjemne chwile zasługiwały na lepszą, niż telefoniczna, oprawę. Ale ilość zdjęć na dysku znów zaczęła wzrastać w zastraszającym tempie. W dodatku o dzieleniu się wspomnieniami nie myślałam już wyłącznie ja, ale także moje dzieci. Chłopcy zaczęli naciskać, a ja... zaczęłam drukować. Nie, nie zdjęcia. Pomimo zamiłowania do rzeczy materialnych, ja także podążam z duchem czasu i tradycyjne - wklejane czy wkładane albumy - zamieniłam na foto-książki. W przypadku dzieci pomysł to o tyle dobry, że... mniej odporny na zniszczenie. Kiedy widzę ich albumy, w których przechowują piłkarskie karty z naddartą od wkładania i wyjmowania folią, cieszę się, że ktoś wymyślił taką niewklejaną i niewkładaną formę przechowywania wspomnień.

Wbrew pozorom przygotowanie foto-książki nie jest trudne. Nie wymaga umiejętności na poziomie grafika. Używamy bowiem specjalnych programów, które pozwalają nam wgrać zdjęcia i - korzystając z gotowych szablonów - rozłożyć je na stronie, dobrać do nich tło i ramki. Ja - przy tworzeniu foto-książek korzystam z oferty Saal Digital. Może nie jest ona najtańsza, ale w przypadku foto-wspomnień, które przetrwać mają lata stawiam jednak na jakość! Polubiłam się także z programem firmy Saal Digital, który pozwala mi ułożyć zdjęcia na stronie. Jest tak przyjazny, że ostatnio w projektowaniu albumu pomagał mi nawet mój 10-letni syn. Muszę przyznać, że szło mu to naprawdę dobrze!



Jak to się robi w Saal Digital?

Po pierwsze - pobieramy ze strony program (KLIK KLIK). Dzięki temu pracujemy na własnym dysku, a nie gdzieś w sieci. Uzależnieni jesteśmy od tempa pracy komputera i nie tracimy czasu na internetowych łączach, gdy np. chcemy dosłać nowe zdjęcia, bo wcześniej wybrane nam nie odpowiadają. Tu za pośrednictwem sieci przesyłamy dopiero gotowy projekt. 

Program instalujemy na dysku. Teraz już zawsze będziemy go mieć pod ręką. Bez konieczności przeczesywania gęstwin sieci i zastanawiania się - gdzie też ja ostatnio te zdjęcia wywoływałam/em?

Po uruchomieniu wyświetli nam się strona startowa programu, która wygląda następująco:

Z prezentowanej oferty ja wybieram foto-książkę. Może skusi Was także coś innego? Chwilowo pozostańmy jednak przy tym. Teraz do wyboru mamy rodzaj produktu. Czy ma to być tradycyjna foto-książka z twardą oprawą? A może wolicie miękką oprawę lub foto-zeszyt z łączeniem spiralowym? Dla najbardziej wymagających jest też wersja XG - z grubymi stronami wewnątrz albumu (600g/m²). Ja stawiam na twardą oprawę i tradycyjną grubość stron. W tej postaci jestem pewna, że produkt przetrwa długo - nawet w rękach mych dzieci, które nieraz wyrywać go sobie będą z rąk. 


Pozostaje nam jeszcze wybór wymiarów: 15x21, 19x19, 21x28, 28x19, 28x28 i 42x28 cm. Tu przy okazji podany mamy przykładowy cennik. Tak, przykładowy, bo np. wybierając bardziej ekskluzywny rodzaj okładki lub przekraczając pewną ilość stron - musimy doliczyć dodatkową opłatę. 


Jeszcze tylko kilka szczegółów technicznych. Wspomniany już wybór rodzaju okładki. W standardzie jest ona błyszcząca, ale - jeśli zależy nam na bardziej eleganckiej obwolucie np. na prezent - wybrać możemy płótno, eko-skórę, kolory metaliczne lub imitację drewna. Dopłacić możemy także za inne drobiazgi np. watowanie (gdy zależny nam na tym, by okładka była wypełniona, a przez to grubsza), usunięcie kodu kreskowego, opakowanie prezentowe lub większą ilość stron. Ja zwykle decyduję się na najmniejszą, a w trakcie edycji - w razie potrzeby - dorzucam sobie kolejne. 


Pora przejść do samego projektowania. Tu stajemy przed pytaniem, jak do niego podejść. Możemy np. skorzystać z automatycznego układu zdjęć Auto Layout. Wówczas - po wybraniu zdjęć - przeciągamy je na edytowaną stronę, a program sam zajmuje się ich ułożeniem. To sposób szybki, ale... ja wolę sama decydować o układzie zdjęć. Tym, które do którego pasuje, a które nie. To dlatego wygodniej korzysta mi się z gotowych szablonów. Nie ma ich co prawda wiele, ale... ja i tak stawiam na klasykę. Cenię sobie bowiem prostotę i przejrzystość. Najbardziej odpowiada mi więc szablon Allrounder i układy proste. Możemy je wykorzystać w kilku wariantach, a na stronach każdorazowo użyć innych rozkładów. Dlatego nawet dwa albumy przygotowane w tym samym szablonie mogą być zupełnie inne. Co mnie - jako autorkę albumów z kolejnych wypraw - bardzo cieszy. Skupię się więc na pracy z szablonem. Zwłaszcza, że z opcji pusty projekt korzystają zwykle już bardziej zaawansowani (tu o wszystkim zdecydować musimy samodzielnie), a opcja - rozmieść zdjęcie na całej przestrzeni jest prosta w wykonaniu - wystarczy wybrać zdjęcie i samodzielnie dopasuje się nam ono do rozkładówki* (musimy pamiętać o bardzo wysokiej jakości takiego zdjęcia - w przeciwnym wypadku po wydrukowaniu widoczne będą piksele). 

* Tę wersję wykorzystać mogą także osoby bardziej zaawansowane w obsłudze programów graficznych - przygotowując z ich użyciem layout całej strony i zapełniając nim dostępną przestrzeń.


Nie będę pokazywała Wam już jak wybiera się szablony, bo jest to równie intuicyjne, jak nasze wszystkie wcześniejsze wybory. Przejdźmy więc dalej. Tam, gdzie aplikacyjne pytania się kończą i trzeba zacząć działać samemu. Najpierw wyświetli się nam okno "Źródła zdjęć" - tu wybieramy katalog, z którego chcemy korzystać, ale... nie wybieramy konkretnych zdjęć. Klikamy => Zakończ.


Teraz możemy już szaleć. Program daje nam duże możliwości. Wszystkich z pewnością nie uda mi się Wam przedstawić, ale... może chociaż kilka najważniejszych. Najpierw na środkowym dolnym pasku wybieramy stronę, którą chcemy edytować.


Teraz z lewego dolnego okna przeciągamy zdjęcia w wyznaczone na szablonie miejsca (te z obrazkiem gór). Łatwe to, lekkie i wygodne.


Klikając na zdjęcie raz - pojawią nam się strzałki, które pozwolą je rozciągnąć, zmniejszyć lub obrócić. Podwójne kliknięcie sprawi natomiast, że na środku fotografii pojawi się poczwórna strzałka (jak poniżej). Teraz możemy obrazek odpowiednio skadrować, przesuwając zdjęcie wewnątrz wyznaczonego na nie pola.


To nie koniec. Zdjęcie możemy także dowolnie edytować. Wystarczy po pojedynczym lub podwójnym w nie kliknięciu spojrzeć na górny pasek. Opcja "Usuń" pozwala usunąć z wybranego pola obrazek, by np. zastąpić go innym. "Zdjęcie" to kilka różnych opcji związanych z kadrowaniem - w tym: autokorekta. Klikając w "Ogólne" sprawdzimy wielkość zdjęcia oraz pobawimy się kryciem (zdecydujemy na ile zdjęcie ma przykrywać znajdującą się pod nim warstwę - ta może bowiem dowolnie prześwitywać). Na środkowym polu ustawić możemy (nie ręcznie, lecz za pomocą cyfr) wysokość i szerokość zdjęcia, stopień jego obrotu i usytuowanie na stronie. Kolejna opcja "Ramki/Maski" pozwala otoczyć zdjęcie ramką (różne kształty, grubości, kolory) lub użyć maski, dzięki której brzegi zdjęcia będą się ciekawie prezentowały (2 zdjęcie poniżej). "Korekta kolorów" to możliwość wykorzystania jednego z wielu filtrów fotograficznych. Dzięki niemu zdjęcie może nabrać nowych barw - ja zamieniłam je w czarno-białe (3 zdjęcie poniżej). Pod zdjęcie podłożyć możemy także "Cień", a klikając w "Widok" zobaczyć, jak nasz układ będzie się prezentował (4 zdjęcie poniżej).





Powiedzmy - jest OK. W ten sam sposób uzupełnimy pozostałe zdjęcia, a także poprawimy kolorystykę szablonu - na taką, która będzie nam bardziej odpowiadała.


Jeszcze tylko tekst. Dwukrotnie klikamy w pole tekstowe i już możemy dodać tytuł albumu lub opis zdjęcia. Jeśli nie podoba nam się automatycznie dopasowana do szablonu czcionka, możemy ją łatwo zmienić. Wystarczy kliknąć na pole tekstowe raz, a na górze pojawi nam się pasek edycji tekstu. Zmienić możemy rodzaj czcionki, wielkość, kolor, tło, ustawić pogrubienie lub podkreślenie...


Efekt końcowy może być taki, albo taki, albo...





Kolejne strony wypełniamy w ten sam sposób, a gdy nasz album jest już gotowy - w prawym górnym rogu znajduje się czerwona ikona "Dodaj do koszyka". Teraz wystarczy sfinalizować nasz zakup - podając adres. Niestety - nie mamy dużego wyboru jeśli chodzi o formę przesyłki (kurier) i płatności (karta kredytowa). Przypuszczam, że wynika to z faktu, że firma działa poza terytorium naszego kraju. Z początku trochę mnie to przeraziło (dosłownie). Czy można jej zaufać? Ile to wszystko będzie trwało? Ale transakcje są szybko finalizowane, a ich efekty - bardziej niż zadowalające. Album jest dobrze wykonany. Strony nie wypadają i wypadać nie będą, bo sposób ich klejenia jest naprawdę solidny. Papier - chociaż nie wybrałam opcji XG - jest dość gruby i pięknie się błyszczy (nie widać na nim odcisków, mimo, że oglądany był już wielokrotnie). Jakość wydruku nie pozostawia zastrzeżeń. Polecam! To świetny sposób na upamiętnienie wyjątkowych chwil i na podzielenie się nimi z bliskimi.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)