Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 24 października 2011

Mama Mu na rowerze i inne historie - Jujja i Tomas Wieslander


Młodszy co prawda mówi coraz więcej, ale w porównaniu ze Starszym wciąż jeszcze niewiele. Nic więc dziwnego, że tak bardzo cieszy mnie każde jego słowo, każdy nowy zwrot. Zwłaszcza te, które w taki charakterystyczny dla siebie sposób, zabawnie akcentuje. Pół roku temu wołał "Ma-MO!" tak, że śmiał się z tego cały pobliski plac zabaw. Później to "Ma-MO!" zamienił w rozczulające mnie "ma-mi" - o dziwo wypowiadane zawsze wtedy, gdy coś nabroił. Takie "ma-mi", któremu nawet w złości trudno było się oprzeć. Teraz siada na kanapie z książką w ręku i w ten swój specyficzny sposób woła "Ma-Mo-Mu" - tak długo, aż usiądę obok niego i zacznę z nim książkę czytać, czy choćby oglądać.

Nie wierzę, że Młodszy ją tak do końca rozumie, choć bardzo lubi jej słuchać. Może dlatego, że w trakcie czytania co chwila zmieniam głos. Raz jest on łagodny i delikatny, a za chwilę - skrzeczący. Tak, Młodszy uwielbia tę chrypkę w głosie, gdy naśladuję Pana Wronę. Zaśmiewa się wtedy w głos, a ja... a ja uwielbiam tego śmiechu słuchać!

Dzisiejszą recenzję rozpoczęłam od Młodszego, bo w sumie wydaje mi się to dość niezwykłe, że takie wcale jeszcze małe dziecko jest w stanie wytrzymać taką dużą (jak na niego) ilość tekstu z całkiem niewielką ilością grafik. Tak, niewielką, bo "Mama Mu na rowerze i inne historie" w porównaniu do wcześniejszych książeczek serii stawia przede wszystkim na tekst. Oczywiście są tam i ilustracje, ale raczej stanowią ozdobę strony, niż formę obrazkowej opowieści, jak to było dotychczas. Powiedziałabym, że to taka Mama Mu typowo dla starszych przedszkolaków, a może nawet i dzieci szkolnych, gdyby nie reakcja Młodszego. Cóż, jak się okazuje brak grafik zrekompensować może świetny tekst, ciekawy sposób czytania, no i - może troszkę - Starszy brat słuchający z uwagą i uśmiechający się co chwila. Starszy brat, który dla Młodszego - póki co - jest wzorem do naśladowania. 

Właśnie, a Starszy? Przecież książka dedykowana jest raczej do dzieci w zbliżonym do niego wieku. Starszy Mamę Mu przyjął jak zwykle entuzjastycznie. Bardzo lubi słuchać jej niezwykłych przygód. Krowa jeżdżąca na rowerze, nurkująca w jeziorze, robiąca zakupy w sklepie z płytami i podśpiewująca "Kręć pupą, kręć!" :) Ech, długo by wymieniać, bo "Mama Mu na rowerze i inne historie" to aż 12 różnych opowiadań z pełną szalonych pomysłów krową i jej sceptycznym przyjacielem Panem Wroną w roli głównej. Kto już czytał inne książki lub nasze wcześniejsze recenzje wie, na czym polega ich urok. Kto jeszcze nie czytał, przeczytać musi. Czemu? Ponieważ ten literacki duet jest naprawdę jedyny w swoim rodzaju!

PS. Po lekturze rozdziału "Mama Mu w bibliotece" postanowiliśmy, że i my do biblioteki się niedługo wybierzemy. Ciekawe czy po wizycie tamże wydajność Starszego (w każdym względzie) wzrośnie, tak jak to było z Mamą Mu i ilością dawanego przez nią mleka :) O wizycie i jej rezultatach na pewno wkrótce usłyszycie.

Linki do wcześniejszych recenzji:
=> "Mama Mu buduje"
=> "Mama Mu nabija sobie guza"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)