Szukaj na tym blogu

piątek, 18 listopada 2011

Emil i ciasto na kluski - Astrid Lindgren

Jak zapewne zauważyliście w mojej ostatniej relacji z wizyty w bibliotece - do naszego domu przywędrował kolejny już tom przygód Emila. Niestety, dla nas już ostatni, choć jak zapowiedział Starszy wychodząc z biblioteki, te poprzednie tomy jeszcze do nas wrócą!

Cieszy mnie fakt, że mój starszy syn znalazł sobie ulubionego bohatera i - mimo iż czytamy wiele - zawsze chętnie do niego powraca. Urwis kusi urwisa, jak śmieje się mama, a na pocieszenie dodaje sobie, że Emil przecież dobrze sobie radził w szkole, a ostatecznie wyrósł na dobrego człowieka! Coś jednak z tymi rozrabiakami jest, że kuszą dzieci. Młodszy z chęcią powraca do Maksa ("Pieluszka Maksa", "Piłka Maksa"), a Ania - dziewczyna z charakterem, kuzynka Średniego i rówieśnica Starszego, pokochała Pippi (dziewczęcą wersję Emilów, Mikołajków i innych koszmarnych Karolków).

Tylko... no właśnie, ostatnio z Emilem jest pewien problem. Niby przywędrował do domu, ale... musiałam go sobie przeczytać sama! Gdyby nie to, nawet nie wiedziałabym, co tym razem zmalował nasz bohater (a przydarza mu się jak zwykle wiele!). Wszystko dlatego, że moi mężczyźni zawarli ze sobą pakt. Męskie sprawy omawiają, a może raczej "oczytują" w męskim gronie. Powiedziałabym, że to skandal normalnie, ale coś czuję, że tatuś polubił Emila niemalże tak mocno jak syn (widziałam, jak się wpatrywał, gdy w telewizji trafiliśmy  na ekranizację książki!). Niech więc oni sobie czytają... a ja tymczasem Wam o niej słów kilka napiszę. Tak, kilka, bo pisząc po raz czwarty, nie bardzo wiem, co mogłabym wymyślić nowego.

Tym razem mamy do czynienia z historią znaną nam już z książki "Ach, ten Emil" - o tym, jak to nasz bohater próbując schwytać mysz, upolował palec własnego ojca, a później chcąc tacie to wynagrodzić... wylał mu na głowę ciasto na kluski. Tam jednak była to wersja znacznie skrócona - jedna z wielu opowiedzianych przez Linę historyjek. Tu urasta ona do rangi historii. Opisana ze szczegółami, nabiera życia. Choć już znana, wciąż bawi. Rozwinięta o kolejne motywy, jak zwykle zaskakuje.  Nie sposób jej nie polubić!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)