Szukaj na tym blogu

wtorek, 8 listopada 2011

Mój pierwszy atlas świata - Ewa i Paweł Pawlakowie


"Mój pierwszy atlas świata" znalazłam przeglądając półkę z książkami w Endo. Początkowo miło się zaskoczyłam, bo Wydawnictwo Egmont kojarzyłam głównie z bajkami disneyowskimi, które - nie oszukujmy się - robią masówkę (znaczy - są kupowana w duuużych ilościach), ale bardzo często są nie najwyższych lotów, a tu nagle - seria edukacyjna. Kupiłam, bo byłam bardzo ciekawa!

Obok atlasu na półce znalazłam "Mój pierwszy alfabet" oraz "Moją pierwszą księgę pojazdów". Duże strony wykonane z lakierowanego kartonu, a na nich - niezwykle ciekawe grafiki. Trudno się było oprzeć pokusie. Dla tych grafik, chciałoby się mieć wszystkie! Ostatecznie wybrałam "Mój pierwszy atlas świata", bo jakoś zawsze sceptycznie podchodzę do książek typowo obrazkowych typu "moje pierwsze obrazki, kolory, cyferki", choćby i tak niezwykłych jak te. Atlas, choć wyglądem zgrywał się z całą serią, posiadał wewnątrz tekst. I dla tego tekstu go kupiłam, choć jak się okazało... właśnie z tekstem jest problem. 

Sięgając po książeczkę w sklepie, wydawało mi się, że zarówno ona, jak i pozostałe z serii, przeznaczone są dla najmłodszych dzieci. Sugerowały to sztywne strony, tytuły, grafika, niewielka ilość lub całkowity brak tekstu. No właśnie, ten tekst... kiedy usiedliśmy do lektury, okazało się, że jest on bardzo ciężkostrawny dla Młodszego. Więcej, że jest on trudny do przełknięcia nawet przez 4-letniego Starszego. O, dla przykładu - czym jest piramida Cheopsa? To "grobowiec jednego z egipskich faraonów". Definicja, która sama w sobie jest dla dziecka bardziej abstrakcyjna niż samo określenie "piramida Cheopsa". Co więcej, dalej czytamy: "Zbudowano ją 4,5 tysiąca lat temu." Czyli kiedy? Nie wydaje się Wam, że pojęcia takie jak lata, wieki, kilometry dla takich maluchów są całkowicie niezrozumiałe, niewyobrażalne nawet, a tego typu definicji jest niestety sporo. To przez nie treści atlasu całkowicie nie kupuję. Moje dzieciaki też! Pozostało nam więc tworzenie samodzielnych opowiadań do ilustracji.  No właśnie, te ilustracje - wyszywanki i obrazki! One na szczęście ratują całość. Ewa Kozyra-Pawlak stworzyła z materiału i nici mapę świata oraz niezwykłe lalki. Każda stanowi wizytówkę dla innego kontynentu. Paweł Pawlak zmalował resztę - zwierzęta, budynki, krajobrazy. Cóż, grafika w tej książce to coś, od czego trudno oderwać wzrok.

Podsumowując. Atlas jest fajnym pomysłem, by poszerzyć dzieciom wiedzę o świecie. Pokazać, jak jest wielki i różnorodny. Grafiki te cechy oddają znakomicie, gorzej z tekstem, który bardziej tu przeszkadza niż pomaga. Jak dla mnie, atlas świata dla maluchów mógłby pozostać całkowicie obrazkowy!

2 komentarze:

  1. Czytałam juz o tej ksiażce :)
    Bardzo bym chciała taką dla mojego Nikusia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam identyczne spostrzeżenia co do relacji tekstu do wyglądu książki, dla nas też (wówczas 3,5-latek) okazał się niestrawny. Mimo to książka cieszyła się dużym powodzeniem, po prostu nie zawsze czytałam, tylko opowiadałam, co jest na obrazkach. Syn jednak mimo wszystko załapał parę trudnych słów, choć pewnie nie wszystko rozumiał.

      Pozdrawiam
      Bruy-ere

      Usuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)