Szukaj na tym blogu

piątek, 30 marca 2012

Minuta koguta - Sven Nordqvist

No to mamy "Pettsona i Findusa" ciąg dalszy. Po "Pettsonie na biwaku" trafiła do nas "Minuta koguta", a już czeka na nas kolejny tom przygód tej przesympatycznej pary. Starszy pokochał książkowych bohaterów i z wielkim uśmiechem sięga po każdą kolejną część. Chyba śmiało mogę powiedzieć, że dziś już rywalizować mogą o palmę pierwszeństwa z lindgrenowskim Emilem, który dotychczas był  bezwzględnym faworytem mego syna. 

Co tym razem przytrafiło się staruszkowi? Cóż, okazując dobre serce, postanowił uratować przed ugotowaniem w zupie koguta. Wszystkie kury w gospodarstwie są tym faktem zachwycone. Ich emocji nie podziela jednak Findus. Dotychczas to on rządził na podwórku, a tu... nie dość, że utracił swą dawną pozycję, to jeszcze słuchać musi ciągłego piania. A kogut krzyczy bez ustanku. Z czasem staje się to niezwykle dokuczliwe, nie tylko dla Findusa. Pora przekonać ptaka, że tak dłużej być nie może. 

Historia jak zwykle napisana z przymrużeniem oka i dużą dawką humoru. Jak zwykle też okraszona cudnymi ilustracjami Nordqvista. To nimi będę się dziś zachwycać. Dlaczego? Bo je zwyczajnie uwielbiam. Tekstu jest sporo, ale tak naprawdę każda strona mogłaby istnieć i bez niego. Najlepszym tego dowodem jest Starszy, który - choć nie umie jeszcze czytać - zasiada sobie czasem z książką w dłoni i wnikliwie studiuje grafiki. Świat na obrazach Nordqvista jest jeszcze bardziej nierzeczywisty, niżby to wynikało z treści. W krzakach nieopodal domu Pettsona znaleźć można małe domki, jakby należące do krasnali. Niemal na każdej stronie pojawiają się postacie rodem z bajki. Zielone, brązowe, lub czerwone stworki, czy też przyglądające się bacznie otoczeniu kwiaty. To jednak nie wszystko - kury w kurniku pijają herbatkę, Pettson zamiast drwa rąbie gigantyczną marchewkę, a z niesionej przez niego w pionie tacy nie spada zawartość. Pełna jestem podziwu dla fantazji autora! Na zdjęciach obejrzeć możecie zaledwie niewielki jej fragment. 

1 komentarz:

  1. Uwielbiam ten rodzaj wpisów! Rzeczowy, z promykiem i nadzieją na niezłą zabawę!!! Aż się czuje tą palącą potrzebę nabycia kolejnej już pozycji dla młodego czytelnika i dla nas samych.

    Trafiłam przypadkiem, przepadłam z kretesem i jeśli można zostanę podczytywać/podglądać/zachwycać się ;)
    A Nordqvista za pomysłowość i zabawne ilustracje zachwalamy!

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)