Szukaj na tym blogu

wtorek, 15 maja 2012

Mama Mu czyta - Jujja Wieslander

Pewnego weekendowego gorącego popołudnia po długaśnym spacerze razem z trójką dzieci zasiadłam na podwórkowej ławeczce. Maluchy właśnie uzupełniały zapasy sił, zajadając zimne lody. Wtedy postanowiłam skorzystać z okazji i wyciągnęłam z torby nową lekturę. Po targach książki chodziły ze mną wszędzie, bym mogła je sobie przeglądać i czytać, gdy tylko nadarzy się sposobność ku temu, no a sami musicie przyznać - ciepły wiatr i zielona trawka wokół to doskonała sceneria do popasania dla krowy, choćby i tak nietypowej jak Mama Mu.


Starszy i Średni bohaterkę znają już doskonale z własnych, wcześniejszych książeczek. Młodszy słyszał opowiadania o niej kilka razy, ale dawno już temu. Miał prawo zapomnieć, choć wyglądało na to, że jednak pamięta! Zainteresowanie starszych chłopców przez ten czas też wcale nie zmalało, choć bałam się, że mogło się tak zdarzyć. W końcu z książek też - tak jak z ubrań - powoli wyrastają. Tymczasem lizali te swoje lody i mocno nadstawiali uszu, a ja wcielałam się - na przemian - w rolę krowy i wrony. Ha ha! Sąsiedzi mieli niezły ubaw, gdy nasłuchiwali jak kraczę. Cóż tam maminy wstyd, gdy dzieciaki również dobrze się bawiły. Lody się skończyły, a chłopcy - będąc na podwórku, a tu ciężko ich zwykle utrzymać w miejscu - dalej siedzieli w skupieniu, od czasu do czasu tylko komentując jakiś przeczytany właśnie fragment. 

"Mamo, a Mama Mu już była w bibliotece! Czytaliśmy o tym w innej książeczce!" - słusznie zauważył Starszy, gdy zaczęłam czytać (patrz => "Mama Mu na rowerze i inne historie"). Tak, tym razem znów Mama Mu trafia do biblioteki, ale nie na długo. Następnego dnia Pan Wrona przyłapuje ją na czytaniu i z zaciekawieniem dopytuje, o czym mogą być książki. Ostatecznie wymyśla temat, który - jego zdaniem - jeszcze nie został nigdzie opisany i postanawia napisać książkę właśnie. Tak, ten wieczny malkontent, wreszcie sam przystępuje do działania. Cóż, jak widać szalone pomysły Mamy Mu są zaraźliwe...

Nie zdradzę, jak historia się kończy. Dodam tylko, że nam jak zwykle się podobała. Cieszy mnie fakt, że Młodszy do niej dorósł. Będę miała okazję do odświeżenia wcześniejszych części oraz sięgnięcia po te, których jeszcze nie mamy, bo ja też, jak dzieciaki, Mamę Mu uwielbiam!

Inne opisywane już przez nas przygody Mamy Mu:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)