Szukaj na tym blogu

środa, 6 listopada 2013

Potrójny powrót Alberta Albertsona


Co powiecie na książki, których lektura jest przyjemnością trzeciego, a teraz to już nawet szóstego stopnia? Tak, tak, zakamarkowa seria o Albercie Albertsonie rozrosła się tej jesieni już do 6 tomów. O pierwszych trzech już Wam pisałam (KLIK KLIK), pora zatem, by przyjrzeć się nowościom. Przyjrzeć? Nie, Albertowi nie można się tylko przyglądać. Kolejny więc raz wkraczamy w jego życie, a może to on wkracza w nasze, stając się nam bliski niczym jemu Molgan?

Alberta nie sposób nie lubić. To postać bliska każdemu przedszkolakowi. Jego codzienne zmagania z rzeczywistością są niczym lustrzane odbicie świata naszych dzieci. Może właśnie dlatego Albert z rangi bohatera książkowego szybko urasta do miana najlepszego przyjaciela, który dzieli z nami swe życie - radości, problemy i smutki. Jest przy tym niezwykle prawdziwy. Nie wyidealizowany i wygładzony. Zdarzają mu się błędy, do których ciężko się przyznać, problemy, z którymi trudno sobie poradzić w pojedynkę, ale Albert potrafi się też wykazać sprytem, tym samym, którym zwykły nas zaskakiwać własne dzieci w najmniej oczekiwanych momentach, wtedy, gdy patrzymy na nie ze zdumieniem, ale i zachwytem zarazem, choć może wcale nie popieramy tego, co właśnie zrobiły. Książki o Albercie pozwalają nam się przyjrzeć życiu przedszkolaka z pewnej perspektywy. Pośmiać się z niego, docenić je, dostrzec to, co nie zawsze robimy właściwie. Autorka z tymi "niewłaściwymi" uczynkami zostawia nas jednak samych. Daleka jest od ocen, czy moralizatorstwa, dzięki czemu jej historie nie są sztuczne, nie czuć w nich fałszywej nuty, którą dzieci tak szybko potrafią dosłyszeć, wyłapać. 

Albert i tajemniczy Molgan 

- Mamo, a dlaczego tu jest dwóch Albertów? I dlaczego ten drugi jest taki wyblaknięty? - tak opowiadanie o Molganie powitał Starszy. Niezależnie od niego Młodszy oświadczył: "Patrz mamo, duch!" Kim jest owa "wyblaknięta" i biała niczym duch postać? To wyimaginowany przyjaciel Alberta. Kto się przyzna do posiadania takowego w czasach swego dzieciństwa? Pamięć nas zawodzi, a może dziś wolelibyśmy o tym nie myśleć, nie mówić. Tymczasem wymyślony przyjaciel ma swe zalety. Potrafi wypełnić czas wspólną, zgodną zabawą, wówczas, gdy inni są na to zbyt zajęci. Ot, choćby tata, który akurat gotuje obiad. W takich chwilach tata lubi Molgana. Bywa jednak, że miewa go dość. Zły dzień, zgubiona fajka i wszędobylski Molgan, o którym trzeba pamiętać, przytulać, któremu trzeba nawet ustąpić miejsca w autobusie. Tata Alberta znosi to bardzo dzielnie, ale przecież cierpliwość ma także swoje granice. Jak pozbyć się namolnego współlokatora? Wystarczy mały podstęp i Molgan znika. Tylko czy na pewno... ot, sztuka życiowych kompromisów :)

Kto obroni Alberta?

Wyimaginowany przyjaciel jest lekarstwem nie tylko na nudę, ale także na samotność, która towarzyszy Albertowi po przeprowadzce. W nowym miejscu nie zna nikogo. Na domiar złego, dokuczają mu starsi chłopcy. W takich chwilach dociera do naszego bohatera, że choć Molgan ma wiele zalet, zawsze go brak, gdy Albertowi potrzebna jest pomoc. Na szczęście pewnego dnia pojawia się Wiktor. Ratunek z opresji i wspólna zabawa zbliżają do siebie chłopców. Owszem, prawdziwa przyjaźń bywa trudna, ale Albert już wie, że na Wiktora może zawsze liczyć. Molgan odchodzi. Znika na zawsze, tak jak i nasi fikcyjni przyjaciele z dzieciństwa. Gdzie się podział i czy nie będzie mu przykro, że Albert znalazł sobie inną bratnią duszę? O dziecięcej przyjaźni, jej urokach i problemach. Nieco sentymentalnie, choć jak zwykle z uśmiechem. 

Sprytnie, Albercie

Albert ma już 5 lat. W oczach starszych kuzynów wciąż jednak jest jeszcze dzieckiem. To dlatego pomijają go w niektórych grach, z góry zakładając, że sobie z nimi nie poradzi. Albertowi jest przykro z tego powodu. Nie urządza jednak głośnych protestów, nie narzuca się. Próbuje sobie poradzić ze smutkiem w samotności, na pocieszenie podjadając babcine ciasteczka. To zakazane, ale przecież Albert jest jeszcze dzieckiem i nic nie rozumie. Czy oby na pewno? To przewrotna historyjka przypominająca nam, dorosłym, że i my sami czasem nie doceniamy naszych dzieci, z góry zakładając, że czegoś nie potrafią, czy nie rozumieją. "Mama, ja tes jestem duzy" - przypomina mi profilaktycznie Młodszy po wspólnej lekturze. Przyglądam mu się i potakuję, w myślach zachwycając się kolejnym skokiem rozwojowym, którego ostatnio dokonał.

I słów kilka o grafice...

Wracając do lektury. Czytając, zwróćcie uwagę na ciekawe grafiki. Gunilla Bergström - tak, ta sama, która napisała tekst, bo oto mamy przed sobą jej książki autorskie - wkleja w nie obrazki, zdjęcia, materiały tworząc tym samym ciekawe kolaże. Śniadanie zajadane przy różanym obrusie pod koronkowym żyrandolem tchnie ciepłem, podobnie jak babcine mieszkanie z piękną zdobioną kwiatami skrzyneczką, starodawnymi gadżetami i czarno-białymi fotografiami. Dzięki tym dodatkom prosta kreska autorki przechodzi w zupełnie innym wymiar. Jedyne co dało mi do myślenia w tych jej zestawieniach, to ogrom różowego prania, które pod koniec opowiadania o tajemniczym Molganie wiesza tata. Stoi ono w opozycji do stylu, w jakim zwykli się nosić obaj panowie. Czyżby autorka coś przed nami ukrywała? ;)

 
 
 
 

A gdyby ktoś pytał o wąsatą bluzę, to kupiliśmy, a w zasadzie uszyliśmy ją tutaj: HONSIU MISIU

Albert i tajemniczy Molgan.
Kto obroni Alberta?
Sprytnie, Albercie.
Wydawnictwo: Zakamarki
Tekst: Gunilla Bergström
 Ilustracje: Gunilla Bergström
Oprawa sztywna.
Format: 170x235
Stron: 28
Wiek: 3+

3 komentarze:

  1. Alberta znamy i bardzo lubimy :) W domu mamy dwie starsze części : "Pospiesz się, Albercie" i "Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie". W Albercie odnajduję zachowania mojego dziecka i z tego się śmiejemy czytając :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mamy jeszcze Alberta, musimy ten brak nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. musimy się Albertem zainteresować, bo tu widzę mamy braki w lekturach;) ps. genialna bluzka z wąsem, bardzo mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)