Szukaj na tym blogu

środa, 23 października 2013

Detektyw Nosek i porywacze - Marian Orłoń


Detektywa Noska już znacie (a jeśli nie, koniecznie nadróbcie zaległości => KLIK KLIK). Pisałam Wam o nim recenzując "Ostatnią przygodę...", choć ta - de facto - okazała się ostatnią nie być. Tak oto detektyw Nosek powrócił w tomie drugim, a lada dzień światło dzienne ujrzy tom trzeci jego przygód. Wiadomość o pojawieniu się kontynuacji naturalnie nas nie zaskoczyła, a to dlatego, że Noskowa seria ma już swoje lata. Tak, to już kolejny przedruk, który pojawił się ostatnio na polskim rynku wydawniczym. Ten, w ramach znanego, lubianego i solidnie już rozbudowanego cyklu "Mistrzowie Ilustracji", którym Dwie Siostry przypominają dzieciom najlepsze książki z dzieciństwa ich dziadków. 

"Ostatnia przygoda detektywa Noska" po raz pierwszy opublikowana została w 1968 roku. "Detektyw Nosek i porywacze" pojawił się dopiero pięć lat później, w 1973 roku. Dobrze, że Dwie Siostry nie kazały czekać nam aż tak długo, bo już pierwszy sensacyjno-detektywistyczny tom zdecydowanie przypadł nam do gustu zachęcając do wspólnego rodzinnego czytania. Tym razem nie mieliśmy ku temu okazji, bo Starszy widząc tytuł natychmiast zabrał książkę ze sobą do łóżka. Zwyczaj w domu jest taki, że jednego dnia Starszemu lekturę czyta mama, drugiego - tata, a Młodszemu - odwrotnie. Ha, na szczęście tym razem wypadło na mnie :) Nie daliśmy jednak rady tego dnia doczytać lektury do końca (cóż, obowiązki szkolne robią już swoje), więc kolejnego mógł się nią podelektować tata, wcześniej samodzielnie przeczytawszy nasz fragment z wcześniejszego wieczoru, bo jak to tak czytać taką fajną książkę od końca, poznać zakończenie sprawy przed jej zawiązaniem? Ja zaś wróciłam do lektury, gdy Starszy już spał. Tak więc na raty i każdy sobie, ale w dwa dni książkę przeczytała niemal (z wyjątkiem Młodszego) cała rodzina. Cóż, trudno się jej oprzeć. Niech Was to nie dziwi, Orłoniowi, tworząc, zawsze przyświecała myśl, że "Pisać dla dzieci należy tak samo jak dla dorosłych, tylko lepiej" (wywiad z autorem - rok 1973). 

Mamy oto iście dorosłą, choć dziecięcą powieść, której bohaterami są emerytowany detektyw i jego gadający pies, który trafił właśnie do księgi "Portrety psów niezwykłych". Jak wiecie popularność ma swe dobre (zewsząd napływające gratulacje i życzenia), jak i złe strony. Nasz psi bohater nagle ginie. Zostaje porwany. Ha, okazuje się, że nawet tak wybitną parę detektywów, jak Nosek i Kuba, da się przechytrzyć. Odtąd, czytelnicy przyzwyczajeni do śledztwa prowadzonego na 2 ręce i 4 łapy, stają przed nową rzeczywistością - detektyw Nosek musi wykazać się sam. Czy sobie poradzi? Naturalnie, to nie ulega wątpliwości, w końcu jest kim jest, a to zobowiązuje. 

Uwielbiam tę książkę za jej sensacyjno-detektywistyczny charakter (do tego typu utworów słabość ma cała rodzina - nawet Młodszy, który dobrze nadstawia ucha podsłuchując lektur brata). Uwielbiam ją za niespieszne, choć konsekwentne prowadzenie akcji, dzięki czemu my dorośli możemy delektować się jej treścią, a dzieci się w niej nie pogubią. Uwielbiam ją także za specyficzne poczucie humoru zakrapiane ironią. Tak, to jest zdecydowanie to, co tygryski lubią najbardziej - i te młodsze, i te starsze. 

Przyjrzyjcie się też wybornym ilustracjom. Ich ojcem jest Jerzy Flisak. Skupiając się na tekście, zupełnie bym o nim zapomniała, a przecież kandydaci do reprintów dobierani są pod względem grafik właśnie. Jako rzecze nazwa cyklu - to "Mistrzowie ilustracji". Flisak bez dwóch zdań do nich należy. Tu jego ilustracje to czarno-białe prace wykonane grubą kreską, które są graficznym odbiciem tekstu. Odwołujące się do tego, co w nim zabawne. Ot, choćby dumnie wypinający pierś Kuba pojawiający się w księdze "Portrety psów niezwykłych", czy sama ręka z kiełbasą, która powiodła Kubę na pokuszenie. Ot, niby nic niezwykłego, gdy jednak zestawimy to z tekstem, całość nabiera innego sensu. Flisak żył jednak nie tylko samą ilustracją do książki. Warto przypomnieć, że to przede wszystkim wyborny plakacista i spec od rysunku satyrycznego.

Wczoraj wspominałam Wam o kapryszącym Gabrysiu (patrz => KLIK KLIK). Tu ponownie mamy do czynienia z wybornym duetem pisarsko-ilustratorskim. We współczesnym świecie chyba o takie trudno, skoro wydawcy coraz częściej sięgają do historii sprzed lat. A może to kwestia ilości wydawanych dziś tytułów, której Ci najlepsi nie są w stanie podołać (w końcu dobry pomysł musi mieć czas, by w pełni zakwitnąć). Nie mam nic przeciwko takim powrotom do przeszłości, dopóki rezultatem wydawniczych wykopalisk będą takie perełki.


Detektyw Nosek i porywacze

Wydawnictwo: Dwie Siostry 
Tekst: Marian Orłoń

 Ilustracje: Jerzy Flisak

Oprawa twarda

Format: 150x185

Stron: 116

Wiek: 6+

3 komentarze:

  1. Zdecydowanie muszę nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie wzięłam się za nadrabianie. A tej jesieni jest co poczytać :)

      Usuń
    2. No tak jesień zapowiada się atrakcyjnie :)

      Usuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)