Szukaj na tym blogu

środa, 28 października 2015

Czytam sobie: Figle w fokarium, Babula Babalunga, Droga Mocy


O serii "Czytam sobie" pisałam Wam już niejednokrotnie przy okazji postępów czytelniczych czynionych przez mojego starszego syna. Dziecię wyrosło, czytelniczo bardzo mocno się usamodzielniło (choć ze wspólnych wieczornych lektur nie zrezygnowało), ale do ulubionej - darzonej sentymentem, bo pierwszej - serii wciąż z chęcią powraca. Już nie sam. Młodszy z uwielbieniem podgląda brata i go naśladuje. Kiedy Starszy chwyta książkę w dłoń, on natychmiast zasiada obok niego z własną. I tak sobie czytają: jeden półszeptem, a drugi - na głos.


Nad zaletami pierwszo-czytajkowej serii Egmontu nie będę się po raz kolejny rozpływała. Doskonale wiecie, że ją lubię i cenię za merytoryczne założenia, ale także za odpowiedni dobór autorów i ilustratorów. A jeśli nie wiecie, odsyłam Was do swoich wcześniejszych wpisów. Tylko uwaga! Nazbierało się ich trochę. Tak, tak, seria "Czytam sobie" pięknie się Egmontowi rozrosła, a my już wielokrotnie po nią sięgaliśmy. I sięgnęliśmy ponownie przy okazji jesiennego wysypu nowości.

Czytam sobie ==> KLIK KLIK
Czytam sobie - raz jeszcze! ==> KLIK KLIK
Czytam sobie... czyli pierwsze samodzielne lektury Starszego ==> KLIK KLIK
Czytam sobie: Franek i miotła motorowa, Kacper i Plaster, ŚwiĄty Mikołaj, Teoria pana Alberta, Mur ==> KLIK KLIK 

Chłopcy spośród nowych tytułów samodzielnie wybrali trzy: "Babulę Babalungę" z poziomu 2 oraz "Figle w fokarium. O fokach z Helu" i "Drogę Mocy" z poziomu 1. "Babula..." przywędrowała do nas z myślą o Starszym. Po pierwsze - więcej tekstu, po drugie - spodobała mu się zarysowana w zapowiedziach tematyka:

"Deszczowe lato nad jeziorem to dla Oli i Franka prawdziwa katastrofa. Wszystko zmienia się, gdy do willi „Nad Modrym Stawem”, w której mieszkają dzieci, przyjeżdża tajemnicza staruszka."

Tajemnicza? Starszy uwielbia tajemnice! Czy znacie dziecko, które by ich nie lubiło? A "Babula..." okazała się nie tylko tajemnicza, ale także dowcipna. Wyobraźcie sobie elegancką i energiczną babcię, która posługuje się młodzieżowym słownictwem, nie boi się deszczu, łowi ryby i niezależnie od pogody - pływa sobie w jeziorze. Stworzona przez Joannę Jagiełło Babula Babalunga łamie wszelkie stereotypy babcinności. A dziwne nocne stukanie? Cóż to za niecodzienne dźwięki towarzyszą wizycie starszej Pani? Przekonajcie się sami! Tylko ostrzegam - będzie zabawnie. I w warstwie tekstowej, i graficznej, bo autorem ilustracji jest niezawodny Daniel de Latour, który w charakterystycznym dla siebie stylu potrafi wychwytywać z tekstu to, co najśmieszniejsze. 

"Figle w fokarium" Marcina Sendeckiego ukazały się w ramach pod-serii "Fakty", którą - ze względu na doskonałe połączenie lekkiego przekazu z edukacyjną, opartą na prawdziwych wydarzeniach treścią - bardzo sobie cenię. Podobnie jak moje dzieci. Starszy z lubością powraca do napisanej przez Zofię Stanecką "Historii pewnego statku.", której osobiście bardzo się bałam. Bo jak tu o wielkiej tragedii opowiadać dzieciom - straszyć, smucić? Ale p. Zosia jak zwykle cudownie rozprawia się z tematem. Opowiada o niebywale wielkim statku, jego pierwszym rejsie i tragedii, skupiając się przy tym na tych, których udało się uratować, delikatnie, łagodnie wspominając lub przemilczając tych, którzy zginęli. Mnie także w młodości katastrofa Titanica fascynowała, nie dziwię się więc zainteresowaniu syna. 

Tegoroczne jesienne wydanie "Faktów" ma zdecydowanie lżejszą tematykę. Jak wskazuje sam podtytuł, poświęcone jest fokom mieszkającym na Helu. To bardzo prosta - jak wszystkie pozycje z pierwszego poziomu - przyrodnicza lektura, ale autor - Marcin Sendecki - zdołał w niej wiele przemycić. Znajdziemy tu historię dziecięcej wizyty w fokarium, informacje o foczych zwyczajach, a nawet małą przygodę - ratunek dwóch rannych fok znalezionych na wybrzeżu. Ilustracje do książki wykonała doskonale nam znana i bardzo przez nas lubiana Ewa Poklewska-Koziełło. 

"Figle w fokarium" przywędrowały do nas z myślą o Młodszym, podobnie jak "Droga Mocy". W praktyce okazało się jednak, że nie liczy się zaznaczony na okładce poziom, ani ilość tekstu, gdy w grę wchodzą ulubieni bohaterowie. Zanim Młodszy zdążył zaprotestować, Starszy podprowadził mu książkę i sam ją przeczytał. Lektura - biorąc poziom jego zaawansowania - nie zajęła mu wiele czasu, ale wzbudziła uśmiech satysfakcji. Bo jak to - mieć w domu "Gwiezdne Wojny" i ich nie przeczytać? Później książka trafiła w ręce Młodszego i... okazało się, że jest problem. Spodziewałam się tego. Osobiście na poziom 1 nie wybierałabym książek, które zawierają anglojęzyczne słownictwo. To przecież etap, na którym dzieci łączą głoski, czy sylaby w wyrazy, a jak tu coś łączyć, gdy z dosłownego zestawienia wychodzą jakieś dziwne słowotwory. To utrudniło edukacyjną pracę, ale - jak się okazało - tylko na moment. Po chwili Młodszy biegle przebiegał po imionach bohaterów (do dziś problem stanowi tylko ten rzucony na początku Skywalker). Z podwójną dumą - bo czytał i to po angielsku ;) To była jego pierwsza książka przeczytana po - wspominanym na blogu wcześniej - "Elementarzu współczesnym". Tak, możemy ją nazwać pierwszą samodzielną lekturą, ale także drugą i trzecią, a myślę, że niedługo także czwartą i piątą. Bo gdy Starszy zasiada z książką w ręku, Młodszy natychmiast leci po "Star Wars". 
Tak oto moje kolejne dziecko rozpoczęło czytelniczą przygodę dzięki pani Zosi, która tak jak chłopcy jest miłośniczką "Gwiezdnych Wojen." Pani Zosiu, premiera nowej filmowej części już wkrótce. Może Pani także pokusi się o ciąg dalszy. Czekamy!
    
Seria "Czytam sobie"
Wydawnictwo: Egmont
    












2 komentarze:

  1. Świetna, ja i moje przedszkolaki bylibyśmy z niej zadowoleni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! A czytają już? Ja z premedytacją ustawiałam kolejne tomy na półce czekając, aż chłopaki zaczną sami czytać. To miał być taki motywator do samodzielności. I był.

      Usuń

Znasz tę książkę? Lubisz ją? A może z jakichś względów Ci się nie spodobała? Podziel się ze mną swoją opinią, zostaw ślad. Niech wiem, że czytasz, że wracasz, że to co robię ma sens :)